środa, 11 maja 2011

Kondycja lokalnych demokracji a stan rynku mediów lokalnych w Polsce

Wiele osób ma różne oczekiwania odnośnie demokracji lokalnej na szczeblu samorządowym. Spieszę rozczarować. Skuteczność procedury wyborczej, w ogóle skuteczność lokalnej demokracji, zależy mocno od rynku mediów. Tymczasem w ostatnich 4 latach, ze względu na rozwój Internetu, a także procesy globalizacyjne, które dosięgnęły media lokalne w Polsce, doszło do znacznych zmian gospodarczych w tym sektorze.

W międzyczasie od poprzednich wyborów samorządowych doszło także do procesów migracji młodej części populacji, zarówno w kierunku Europy Zachodniej jak i dużych polskich aglomeracji. Miasta takie jak Wałbrzych przedstawiano w relacjach podróżników jako niemal pozbawione osób młodych ze względu na migracje. Za miasta o zaburzonej migracjami strukturze demograficznej można uznać m.in. Szczecin, Łódź, Grudziądz, Zieloną Górę. Migrują zwłaszcza osoby dobrze wykształcone, klasa kreatywna, młoda klasa twórcza.

Migracje te mają wpływ na procesy polityczne: brakuje zarówno części elektoratu, jak i części potencjalnych kandydatów. Niestety- ze względu na karygodną i zatrważającą nieaktualność danych demograficznych GUS, ekonomiści nie posiadają nawet tak podstawowych danych jak wielkość zaludnienia poszczególnych miast. W oficjalnych statystykach tej skamieniałej instytucji nie uwzględnia się migracji.

Radio i telewizja
Szczególnie telewizję uważało się w minionych dekadach za główne narzędzie dotarcia do wyborców. Tymczasem w wyborach samorządowych radio i telewizja w przeszłości przedstawiały kandydatów w bardzo, bardzo nierównych proporcjach. Co więcej, o ile na antenie ogólnopolskiej zlicza się czas poświęcony kandydatom różnych partii, w telewizjach regionalnych, także tych publicznych, tych pomiarów brak.

Co więcej, regionalnych telewizji publicznych w Polsce de facto nie ma. W Republice Federalnej Niemiec regionalne telewizje publiczne wraz z regionalnym publicznym radio tworzą trójmedialne regionalne korporacje radiowo-telewizyjno-internetowe. Anten regionalnych funkcjonuje 9. Dysponują własnym regionalnym kanałem telewizyjnym, możliwym do poświęcenia w całości na sprawy regionu. Korporacje które pokrywają więcej niż jeden land, produkują oddzielne kanały dla zaopatrzenia medialnego każdego z 16 landów (np. kanał SWR Rheinland-Pfalz).

Tabela. Regionalne trójmedialne korporacje publiczne w RFN, wg wikipedia.de

NazwaSkrótLogoSiedzibaWpływy abonamentowe za 2004 (Mln. Euro)ZatrudnienieRok. zał.Obszar działania
Bayerischer RundfunkBR-München80628931949Bayern
Hessischer RundfunkhrHR-LogoFrankfurt am Main38319001948Hessen
Mitteldeutscher RundfunkMDRMDR-LogoLeipzig56120231991SachsenSachsen-AnhaltThüringen
Norddeutscher RundfunkNDR-Hamburg89234471956HamburgNiedersachsen,Schleswig-Holstein (alle seit 1956), Mecklenburg-Vorpommern (od 1992)
Radio BremenRadio-Bremen-LogoBremen413001945Bremen
Rundfunk Berlin-BrandenburgrbbRBB-LogoBerlin,Potsdam34016502003BerlinBrandenburg
Saarländischer RundfunkSRSR-LogoSaarbrücken646351957Saarland
SüdwestrundfunkSWRSWR-LogoStuttgart92236481998Baden-Württemberg,Rheinland-Pfalz
Westdeutscher Rundfunk KölnWDRWDR-LogoKöln106742101956Nordrhein-Westfalen
W Polsce centralizacja kraju czytelna jest przede wszystkim w strukturze mediów. Warto przypomnieć, że w RFN kanał pierwszy telewizji publicznej jest nadawany przez związek działających w Niemczech publicznych nadawców regionalnych. Pasma lokalne, jeśli są stosowane, to w zupełnie innym wymiarze geograficznym niż w Polsce. Dla przykładu, regionalna stacja publiczna WDR stosuje pasma lokalne aby nadawać lokalne dzienniki telewizyjne oddzielnie dla każdego z 11 większych miast regionu.

Przyrównując ta sytuację do Polski, to wówczas telewizja publiczna nadająca TVP1 czy TVP2 byłaby związkiem telewizji regionalnych. Nadawanoby np. program WOT jako osobny całodzienny kanał telewizyjny, z pasmami regionalnymi na dzienniki telewizyjne dla Płocka, Radomia, Siedlec, Ostrołęki etc. W Polsce niestety nie wykształciła się nowoczesna telewizja publiczna, a ilość czasu antenowego jaką do dyspozycji u nadawcy publicznego mają nawet półmilionowe konurbacje, jest nierzadko marginalna.

Cierpi na tym jakość debaty publicznej. Przeprowadzenie kampanii wyborczej w telewizji publicznej dla, dajmy na to, półmilionowej konurbacji Legnickiego Okręgu Miedziowego, nie jest w tym systemie możliwe. Zapisy w ustawie o radiofonii i telewizji, narzucające także publicznym telewizjom regionalnym obowiązki rzetelnego ukazywania całości wydarzeń, sprzyjania swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli, sprzyjania swobodnemu formowaniu się opinii publicznej, nie są w podanym przypadku nawet w marginalnym stopniu realizowane.

Autor tekstu, pochodząc z województwa lubuskiego, musiał onegdaj ingerować w Warszawie, by lokalna telewizja publiczna mogła zorganizować debatę na większą skalę niż jeden mówca i jedna osoba prowadząca wywiad. Jak się okazało, nie posiadano nawet odpowiednio większego studia, by pomieścić stół z 6-7 panelistami. Musiano skorzystać z sali teatralnej w budynku dawnej hali miejskiej. Lokalna telewizja publiczna TVP, gdy rozkładała swoje przenośne studio np. na Winobraniu w Zielonej Górze, sprawiała w oczach autora wrażenie niezwykłego ubóstwa i tymczasowości. Wydaje się że nie jest ona technicznie zdolna do przeprowadzenia programów wyborczych o odpowiedniej jakości.

Nie inaczej wygląda sytuacja publicznego radio. Regionalna korporacja WDR nadaje także 5 regionalnych stacji radiowych, co umożliwia ich profilowanie pod konkretne gusty. Standardowo, zwykle korporacje te oferują regionalny kanał radiowy profilowany pod osoby młode, a niekiedy kolejny kanał profilowany pod dzieci. W Polsce są to kategorie całkowicie pominięte przez regionalne kanały Polskiego Radia. Korporacja WDR nadaje także kanał radiowy Funkhaus Europe profilowany pod obcokrajowców przebywających na terytorium regionu- rzecz nie do pomyślenia w Polsce, zapominającej o możliwości integracji mieszkających na jej terytorium cudzoziemców.

Sytuacja na polskim rynku radiowym jest w opinii autora kuriozalna: drastycznie różne są wskaźniki napełnienia eteru stacjami radiowymi. W ocenie autora władze stosują protekcjonizm rynku radiowego. Częstotliwości dostępne w Polsce pozwalają na nadawanie wielokrotnie większej liczby programów radiowych w polskich regionach. Gdy porównamy zagęszczenie stacji radiowych np. w Warszawie i w Zielonej Górze, zauważymy szokujące różnice. Ale organ odpowiedzialny za częstotliwości wcale ich nie udostępnia. Zamiast 100 czy 50 stacji działa ich kilkanaście. Trudno uwierzyć w tłumaczenia o braku częstotliwości.

Dodatkowo w Polsce brak jest tzw. „Freies Radio”, wolnych radio, niekomercyjnych, niezależnych publicystycznych stacji radiowych o lokalnym zasięgu, jakie są np. cechą rynków radiowych krajów niemieckojęzycznych. Są one prowadzone np. przez grupy antyatomowe, antywojenne i tym podobne grupy nacisku.

W Wielkiej Brytanii czy Holandii folklor uzupełniają setki stacji pirackich, których nadawcy, ze względu na niezależne sądownictwo w tamtych krajach, ryzykują jedynie utratą nadajników. W opinii autora programy stacji pirackich były ciekawsze, miały często bardzo lokalny, osiedlowy charakter, sprzyjały spajaniu bardzo lokalnych społeczności.

Kuriozalna prezentacja programów
Praktyka nawet z krajów uznanych za niepełne demokracje pokazuje że media audiowizualne, radio, telewizja, potrafiły w atrakcyjny medialnie sposób zaprezentować wszystkich kandydatów bez zanudzania widzów: na przykład prezentowano ciąg krótkich odpowiedzi kilkunastu kandydatów różnych partii na jedno określone pytanie, pytano np. o politykę kulturalną, transportową etc, a następnie emitowano krótkie odpowiedzi kilkunastu kandydujących.
W Polsce autor nigdy nie spotkał się z przekrojową prezentacją kandydatów w telewizji. Logistycznie organizowano debaty przy stołach jakby prezydialnych, w której mogło uczestniczyć najwyżej 3-4 kandydatów, a nie kilkunastu. Wydaje się że nawet nigdy nie opracowano metod na atrakcyjne dla telewidzów zaprezentowanie kandydatów.

Prasa drukowana
Dla demokracji lokalnej największe potencjalne znaczenie w polskich warunkach ma prasa drukowana. Tymczasem doświadczenia autora pokazują że normą polskiego rynku wydawniczego w regionach są rynki płytkie. Występuje jeden, góra dwa podmioty o silnej pozycji. Częstokroć za publiczne pieniądze władz lokalnych wydawane są czasopisma lokalne rugujące z rynku czasopisma prywatne, albo też zapełniają one lukę którą wypełniłyby (być może) podmioty prywatne.

Czasopisma lokalne wydawane przez władze lokalne i kontrolowane przez polityków nie mają jednak charakteru biuletynów, blatów urzędowych. Starają się często przypominać normalne czasopisma, jednocześnie nie trzeba ukrywać że reprezentują interesy ich wydawców. Nikt nie reguluje tej kampanii prowadzonej za publiczne pieniądze. Dodatkowo samorządy finansowo wspierają określone tytuły wydawane przez podmioty prywatne. Sposób finansowania tej prasy (skądinąd często potrzebny- ubóstwo regionu niekoniecznie musi oznaczać brak prasy dla intelektualistów) niestety powoduje jej zależność, dworskość wobec lokalnych władz.
Codzienna prasa lokalna w Polsce nacechowana jest przez tabloidyzację. Drukowane media regionalne w Polsce są wydawane przez cztery znaczące grupy: Agora (22 lokalne wydania dodatków do tabloidu średniego rynku), Verlagsgruppe Passau - Polskapresse (7 lokalnych wydań w ramach tabloidu średniego rynku), Axel Springer Polska (7 lokalnych mutacji tabloidu dolnego rynku), Mecom Group Polska (9 tabloidów średniego i dolnego rynku, z mutacjami lokalnymi). Do tego istnieje wciąż szereg codziennych gazet niezależnych.

Rynek ten jest w stanie dramatycznie złym. Nie istnieje podstawowy segment prasy codziennej wysokiego rynku. Trudno znaleźć choć jedną regionalną gazetę codzienną wpasowującą się w ten model biznesowy. Jest on bardzo kosztowny, taka gazeta codzienna w polskich warunkach kosztowałaby ok. 10- 12 PLN. Takie są jednak koszty jakościowo i warsztatowo poprawnego dziennikarstwa.

Dziennikarze prasy regionalnej dolnego i średniego rynku są bardzo nisko opłacani, gazety które jeszcze pół dekady temu były tabloidami średniego rynku (middle-market), dziś zorientowały się na rynku dolnym, na mniej wymagających czytelnikach. Normą jest opieranie nawet całych redakcji na dziennikarzach bez doświadczenia, normą jest wysoka rotacja personelu. Model biznesowy niektórych z wymienianych grup oparty jest na maksymalnie dużym zatrudnianiu stażystów, praktykantów, studentów, celem zmniejszenia kosztów tworzenia kontentu. Pauperyzacja, ubożenie wielu regionów dodatkowo negatywnie odbija się na kondycji prasy.

Rynek prasy codziennej w wielu regionach kraju ma charakter duopolu, lub, w największych ośrodkach, oligopolu. We Wrocławiu doszło na przykład do kontrowersyjnej z punktu widzenia prawa antymonopolowego transakcji przejęcia trzech gazet, „Słowo Polskie", "Wieczór Wrocławia" i „Gazety Wrocławskiej” przez pojedynczy koncern, który złączył je w jeden tytuł.
Koncerny Mecom, Axel Springer, a szczególnie Verlagsgruppe Passau są uznawane za koncerny oferujące produkty dla jednoznacznie konserwatywnych odbiorców. Niemniej, na rynku polskim oferują one produkty o dramatycznie różnej jakości niż na rynkach Europy Zachodniej. Dziwi to, ponieważ jakość proszków do prania czy past do zębów generalnie zbliża się do standardów Zachodniej Europy, proces ten nie dotyczy jednak mediów drukowanych. Jest to zastanawiające.

Media elektroniczne
Autor podjął pobieżną analizę finansów lokalnych mediów elektronicznych. Model biznesowy finansowania tych mediów z reklam wymaga przyciągnięcia ogromnego czytelnictwa w przypadku modelu odpłatności za kliknięcie reklam. Nawet dzienny ruch rzędu kilkudziesięciu tysięcy czytelników nie jest w stanie wygenerować pokrywającego koszty strumienia finansowego. Wpływy reklamowe mniejszych portali lokalnych i regionalnych, o kilkuset- kilku tysiącach wejść internautów dziennie, są często symboliczne. Media te nie są w stanie się samofinansować, są zwykle prowadzone woluntarystycznie, hobbystycznie. Komercyjne regionalne portale internetowe na wielu rynkach lokalnych nie występują, bądź mają pozycje oligopolistyczne.

Kampanie polityczne w polskich warunkach
Praktyczny brak telewizji regionalnych lub prasy wysokiego rynku uniemożliwia praktycznie na terenie większości kraju prowadzenia kampanii wyborczej opartej o argumentację, o debatę publiczną. Rynek medialny jest w fazie możliwe że znacznego niedorozwoju. Znikoma ilość regionalnych stacji telewizyjnych wywołana radykalną centralizacją mediów publicznych, całkowita tabloidyzacja codziennej prasy regionalnej powoduje że na debatę polityczną brak jest nawet miejsca. Kwestie dysproporcji finansowych komitetów startujących w kampanii możliwe że wcale nie są najpoważniejszym problemem polskiej demokracji szczebla lokalnego. Zaś to co obecnie bierzemy za demokrację lokalną- obawiam się że jeszcze nią nie jest.

Adam Fularz
ilustracja: cc wikimedia, autor: Rahlgd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Doniesienia