środa, 15 czerwca 2011

Zalew informacji a emancypacja mniejszości

Ekonomiści dziś coraz to inaczej patrzą na otaczającą nas rzeczywistość. Ekonomia zwróciła się obecnie w kierunku nauk o informacji. Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii dla badaczy ekonomiki informacji są dobrą ilustracją tych tendencji. Daniel Kahneman oraz Vernon L. Smith w swoich badaniach wykorzystywali psychologię ekonomiczną i ekonomię eksperymentalną, integrując wyniki badań psychologicznych do nauk ekonomicznych,. Ekonomistów dziś interesują takie tematy jak podejmowanie decyzji w warunkach niepewności i badania psychologiczne nad ludzkimi osądami. Od 1996 roku trzykrotnie przyznano nagrody w tych dziedzinach, ongiś będących pograniczem nauki. Sam, ucząc się ekonomii poza granicami Polski, miałem na uczelni kursy zarządzania informacją i wiedza ta okazała się jedną z najbardziej przydatnych dziedzin jakich mnie uczono.

Attention economics, ekonomika przyciągania uwagi, „ekonomika oglądalności” jest jednym z takich nowych pól nauki. Ludzka uwaga jest traktowana jako dobro skąpe, zasób skąpy. Stosuje się różne narzędzia klasycznej ekonomii aby rozwiązać problemy zarządzania informacją. Tymczasem obecnie, szczególnie w sieci Internet, mamy do czynienia z niespotykanym zalewem informacji i skąpością uwagi. Herbert Simon już w 1971 roku pisał że w świecie bogactwa informacji, ich mnogość jest przeciwstawiona nieliczności tych, którzy tą informację konsumują. Wg Simona jest dość oczywiste że informacja pochłania uwagę odbiorców. Stąd: bogactwo informacji wywołuje niedostatek uwagi. Powoduje konieczność jej wydajnego rozlokowania pomiędzy źródłami informacji które mogą skonsumować naszą uwagę- tłumaczył Simon.
Simon zauważał w 19996 roku, że wielu projektantów systemów informacji swój problem zdefiniowali jako niedostatek informacji, niż jako niedostatek uwagi. W efekcie zbudowali systemy zorientowane pod dostarczanie coraz to większej ilości informacji. Podczas gdy potrzebne byłyby raczej systemy wyfiltrowujące informacje mało ważne lub nierelewantne i podające te najbardziej istotne. W ostatnich latach przedstawienie problemu przeładowania informacją (information overload) jako problemu ekonomicznego, tak jak to uczynił Simon, upowszechniło się.
To w tym kręgu cytowane są publikacje futurologa Alvina Tofflera takie jak „Future Shock”, a teoretycy tacy jak Ulrich Beck, Anthony Giddens czy Manuel Castells twierdza jakoby od lat 70-tych XX wieku trwa na globalna skalę przekształcanie się naszych społeczeństw ze społeczeństw przemysłowych w społeczeństwa informacyjne. Manuel Castells, obecnie 5-ty najbardziej cytowany badacz nauk społecznych na świecie, i najbardziej cytowany badacz nauk o komunikacji, pracuje na pograniczu nauk o miastach, nauk o Internecie i ekonomii politycznej. Tezą Castellsa jest ta o powstaniu społeczeństwa sieciowego.
Jean- Francois Lyotard z kolei pisze o tym jak wiedza stała się w przeciągu ostatnich kilku dekad główną siłą stojącą za produkcją. Lyotard twierdzi że społeczeństwa postindustrialne czynią wiedzę dostępną dla laików ponieważ wiedza i informacja rozproszyłyby się w społeczeństwie i przełamały Wielkie Narracje scentralizowanych struktur i grup. Lyotard określa te zmieniające się okoliczności mianem społeczeństw postnowoczesnych.
Osobiście nie daję sobie rady z powodzią informacji. Nie jestem w stanie od jakiegoś czasu dopilnować choćby publikacji wszystkich moich artykułów. Sądzę że posiadam około terabajta własnych danych na kilku różnych komputerach. W skrzynce majlowej straszą 64683 wiadomości email, z których przeczytałem jedynie niewielką część, znaczna większość to tzw. lekki spam: rozmaite informacje biznesowe, zaproszenia, informacje od znajomych, także z sieci społecznościowych. Mimo że unikam mediów „spamujących” mnie niechcianymi informacjami i ograniczam się do mediów 2.0. pozwalających abonować konkretne strumienie danych, wciąż jeszcze nie pracuję tak mocno z czytnikami rss, jak zagraniczni profesjonaliści.
Tymczasem jedyną drogą do pozyskania informacji bez zatonięcia w ich morzu jest ich odpowiednie filtrowanie. Czytniki RSS, sieci społecznościowe, twitter- to wszystko szybko stało się podstawą komunikacji całych części społeczeństw. Także dlatego ze tradycyjne media zawodziły z obróbką i filtrowaniem informacji. Ale i one nie wystarczają- w przypadku Polski występuje deficyt informacji wysokiej jakości. Nie dostarczają ich instytucje publiczne w rodzaju GUS, ekonomistów aktywnych publicznie można policzyć na palcach rąk.
W Polsce problemem jest także zawodność rynku informacji. Jeśli pytać w kuluarach dziennikarzy o to, dlaczego tak wiele informacji jest nieistotnym „szumem”, dlaczego tak mało pisze się o sprawach gospodarczych, ci odpowiadają że odpowiednie kwalifikacje zawodowe pozwalające na kompetencję w tej dziedzinie posiada jedynie garstka ludzi mediów. Często jedynie renomowani ekonomiści potrafią wyjaśnić, dlaczego tak mało zarabiamy i dlaczego tego problemu nie można przeskoczyć dodrukowaniem pieniędzy. Przy czym niepewne jest, czy ich głos szerzej słychać. Główne media komercyjne nadają informacje o niskiej wartości, także o niskiej wartości ich wytworzenia. Zatrudniają często niekowykwalifikowany personel, oszczędzają na jego szkoleniu, zresztą polskie uczelnie także zawodzą w szkoleniu kompetentnych kadr.
Komercjalizacja doprowadziła do segmentacji rynku. Do istotnych dla ekonomisty informacji najłatwiej dojść dziś śledząc blogi owych nielicznych ekonomistów. Konieczne jest tworzenie wokół siebie sieci informacyjnych, czy to poprzez np. twitter, czy poprzez sieci społecznościowe, abonując strumienie, często już pochodzące od samych badaczy, specjalistów. Podstawową rolę spełniają wyszukiwarki internetowe, zaś encyklopedie internetowe pełnią role przewodników w świecie często bardzo nowych idei.
Clay Shirky, analityk sieci, w kontekście przeładowania informacją mówi, że jeżeli jakiś problem się powtarza przez bardzo długi czas, to być może nie jest to już problem, ale fakt. Tylko nielicznym udaje się przedrzeć przez dżunglę informacji i dojść do istotnej wiedzy. Dziś trudno utrzymać kontakt nawet z osobami ze swoich środowisk. Wiele osób reaguje wycofywaniem się do tradycyjnych więzów koleżeńskich, sieci towarzyskich. Żyje poza mediami, ociera się jedynie o sieci społecznościowe. Tak może żyć współczesna kontrkulturowa bohema artystyczna i społeczna, której głównym medium stały się sieci społecznościowe. To w nich dopiero aktywni są twórcy młodego pokolenia.
Dziennikarze gospodarczy, świadomie lub nie, generalnie odepchnęli od siebie specjalistów, ekspertów. Stali się narzędziem w rękach lobbystów, polityków. Głos tych środowisk jest głośny, zaś ekspertów na światowym poziomie w Polsce jest jak na lekarstwo. Lobbing środowisk eksperckich jest w Polsce minimalny. Brakuje instytucji grupujących ekspertów różnych dziedzin, zawodzi zresztą już sam proces kształcenia takich kadr. Tymczasem nauka jest coraz bardziej wyspecjalizowana, skupiona na coraz węższych specjalnościach. W Polsce wciąż w mediach mamy bardzo ogólnych ekspertów, brakuje „zejścia w szczegóły”. A to w szczegółach ekonomiki przedsiębiorstw, ekonomik branżowych tkwią przyczyny polskiej pozycji gospodarczej.
Wiele z tych nauk jest w Polsce niedorozwiniętych, wręcz nieistniejących. Poznanie takich zależności wymaga tez od kadr nauki innego stylu życia, bardziej związanego z bohemą kulturalną, ze środowiskami kontrkulturowymi. Współcześni badacze, jak Richard Florida, określają współczesne gospodarki jako związane z produktami kultury. Badają wpływ otoczenia ekologicznego i kulturowego na wykształcenie się kreatywności i gospodarek opartych na wiedzy. Identyfikują klasę kreatywną, definiują jej potrzeby takie jak chęć życia ws tolerancyjnych, otwartych społecznościach, dbałych o poziom infrastruktury, otoczenie i jakość oferty kultury.
W Polsce warunki dla klasy kreatywnej są bardzo złe. Być może to w tym tkwi problem braku innowacyjności polskiej gospodarki. Sam obserwowałem exodus młodej klasy twórczej z jednego z przygranicznych miast. Procesy te zachodzą szybko i w polskich warunkach wydają się mieć długotrwałe skutki. Zerwane zostają podstawy społecznej egzystencji młodej warstwy kreatywnej, zanika oferta kultury, co zgodnie z teoriami współczesnych badaczy prowadzi do dalszego odpływu przedstawicieli klasy kreatywnej.
Miasta i regiony okazują się być mikroekonomiczną siecią współzależności, często opartą na kontrkulturowych grupach, mniejszościach i jednostkach które w polskich warunkach nie mają łatwych warunków rozwoju. Polska obecnie przechodzi rodzaj obyczajowej ewolucji jaką przechodziła Europa późnych lat 60-tych i lat 70-tych. Gospodarcza przyszłość kraju może zależeć od emancypacji różnych mniejszości kulturowych, obyczajowych, wyznaniowych w stopniu większym niż zwykliśmy sądzić. 

Adam Fularz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Doniesienia