wtorek, 11 października 2011

Jakość polskiej polityki można poprawić tworząc lepszej jakości media

Te wybory pokazały jak wciąż wielką siłą są media "starych technologii". Już nie decydują jednak całkowicie, ale są nadal głównym rozgrywającym. Ich wpływ polityczny był przecież ewidentny.

Wiodące media nie jest jednak aż tak tragicznie trudno zrobić. Huffington Post zbudowany na platformie Movable Type, dostępnej nawet bezpłatnie, popularny, acz obskórnie wyglądający Drudge Report- to przykłady nowych, współczesnych mediów z "pierwszej półki" stworzonych niedawno, przez światłe jednostki ery informacji. Nie wspominam o rewolucji jakiej dokonały media społecznościowe.
Wiele nowych mediów wystartowało ściągając różne znane persony, autorytety kultury czy nauki (często zresztą wystarczyło że otwarły łamy dla wybranych lub dla wszystkich, autorytety same napłynęły wraz z ich odbiorcami). Ich wydawcy zadziwiająco szybko trafili na listę 100 najbardziej wpływowych osób, pod niektórymi artykułami pojawia się po 30 tysięcy komentarzy.
Polsce przydałyby się dogłębne zmiany na tej, dziś skostniałej, liście wpływowych osób. Obecnie bowiem ta lista wpoływowych postaci mediów jest czymś niepokojącym, szczególnie oglądana z perspektywy ekonomisty. Nie sądzę bowiem by w polskim tzw. "mainstreamie" wiele do powiedzenia mieli eksperci, specjaliści, o ile nie są dobrymi kumplami właściciela stacji czy też nie podlizują się "nieomylnym naczelnym". Owi "nieomylni" są nawet niekiedy przeciętnymi ignorantami, nie potrafiącymi nawet poprawnie określić, jaką ideologię polityczną reprezentuje aktualna koalicja. Ale władza, jaką posiadają, jest nieprzeciętna.

Głównym kosztem w tworzeniu mediów są nawet nie koszty kontentu, co koszty nagłośnienia, reklamy ich startu. Analitycy rynku mediów przed laty zauważali że polską specyfiką jest dominacja "starych mediów", brak jest nowych gwiazd na tym rynku. Główne polskie portale wg rankingu Alexa to:

1
google.pl

2
facebook.com

3
google.com

4
youtube.com

5
onet.pl

6
allegro.pl

7
Wirtualna Polska wp.pl

8
gazeta.pl

9
wikipedia.org

10
interia.pl

11
nk.pl

12
Blogger.com
blogspot.com

13
mbank.com.pl

14
yahoo.com

15
o2.pl

16
pudelek.pl

17
goldenline.pl

18
sport.pl

19
ceneo.pl

20
otomoto.pl

21
demotywatory.pl

22
kwejk.pl

23
home.pl

24
tvn24.pl

25
filmweb.pl

Portal money.pl jest 26-ty, Rzeczpospolita- 57-ma, Bankier.pl- 61, portal Trojmiasto.pl- 71, telewizja TVN- 72, gazeta Dziennik- 97- ma, Rządowy kanał TVP- 108, Puls Biznesu pb.pl- 130, portal tokfm.pl- 141, polskie skyscrapercity.com- 169, Portal o mediach wirtualnemedia.pl- 181, portal BBC- pozycja 191. Salon 24 zajmuje 212 pozycję. Wiadomości24.pl są dopiero na miejscu 324, Wpolityce.pl- 411, polityka.pl- 414. Najpopularniejszą witryną polityka i jedyną jaką znalazłem w tym zestawieniu jest www.korwin-mikke.pl, lokujące się na 494 pozycji.

Wielu wciąż się wydaje że opinią publiczną niepodzielnie rządzą papierowe gazety codzienne. Tymczasem te dinozaury minionej epoki walczą ze spadkami nakładów, a ich dzienne nakłady są kilkakrotnie mniejsze niż liczba użytkowników największych polskich sieci społecznościowych.

Sam już nie czytam prasy papierowej, mam smartfon i twitter'a. Do gazet papierowych się niejednokrotnie zraziłem: jest tajemnicą poliszynela że reklamodawcy często zakupują w domach medialnych reklamy "wraz z artykułem". Czytelnicy mają także coraz większe horyzonty. Kiedyś naiwnie wierzyłem w większą uczciwość mediów, dziś śmieję się z mojej łatwowierności. Polską opinią publiczną rządzą coraz bardziej opinie wygłaszane poza edytorialami czy kolumnami op-ed, głos cichych autorytetów z Facebook'a, Twittera czy Google+. Etatystyczny ludowiec Adam Michnik jest już znacznie słaszym media-baronem niż był nim dekadę temu.

Jak zmienić układ sił w Polsce? Stworzyć silne media, wbić się do pierwszej 10-tki polskich serwisów www. Rządzi bowiem ekonomika przyciągania uwagi, economics of attention. Ludzka uwaga jest dobrem skąpym, jest definiowana jako ukierunkowane zaangażowanie umysłowe nad określonym urywkiem informacji. Urywki te docierają do naszej świadomości, poświęcamy uwagę poszczególnemu urywkowi i następnie decydujemy o naszym działaniu (Davenport & Beck 2001, str. 20).

Wraz z rozwojem rynku treści, skąpym i ograniczającym zasobem w jej konsumpcji staje się ludzka uwaga, atencja. Herbert Simon w 1971 roku pisał że w świecie bogactwa informacji, ich mnogość jest przeciwstawiona nieliczności tych, którzy tą informację konsumują. Wg Simona jest dość oczywiste że informacja pochłania uwagę odbiorców. Stąd: bogactwo informacji wywołuje niedostatek uwagi. Powoduje konieczność jej wydajnego rozlokowania pomiędzy źródłami informacji które mogą skonsumować naszą uwagę.

Simon zauważał w 1996 roku, że wielu projektantów systemów informacji swój problem zdefiniowali jako niedostatek informacji, niż jako niedostatek uwagi. W efekcie zbudowali systemy zorientowane pod dostarczanie coraz to większej ilości informacji. Podczas gdy potrzebne byłyby raczej systemy wyfiltrowujące informacje mało ważne lub nierelewantne i podające te najbardziej istotne. W ostatnich latach przedstawienie problemu przeładowania informacją (information overload) jako problemu ekonomicznego, tak jak to uczynił Simon, upowszechniło się.

W Polsce wciąż istnieją grupy dla których mediów brak. Czy polscy intelektualiści mają jakiś "wysoce opiniotwórczy" portal, miejsce dyskusji elit nauki i kultury? Niespecjalnie chyba? Takim miejscem są dziś trochę portale Facebook, Google Plus czy Twitter, w zależności od tego jakich znajomych mamy w naszych kręgach.

Albo też istnieją portale w ogóle niekomercyjne, mające fatalny dizajn, druzgoczącą nawigację. Niezależnie od intelektualnych treści, są raczej trumną dla polskich tuzów intelektu. Ich wydawców można przez 3 lata bezowocnie prosić o zamontowanie kanału RSS pozwalającego w ogóle podlinkować ich wydawnictwo według współczesnego standardu web 2.0. Nawet jeśli publikują tam moi znajomi, i mój akademicki nauczyciel, to ja czynię to z poczuciem bezsensowności- platforma blogerska jest niepodlinkowana do głównej witryny portalu, i doprawdy nie mam najmniejszego pojęcia jak internauci mieliby tam trafić.

Jako ekonomista zaniechałem niemal publikowania, odzywania się poprzez teksty. Nie jesteśmy w mainstreamie- jakby to powiedzieć. W Polsce drastycznie brak jest mediów typu "upper market", przeznaczonych dla tych chcących być dogłębnie poinformowanymi. Istnieją co prawda polityczne kwartalniki różnych opcji, ale teksty są często fatalnie zredagowane, portale odpychają od lektury, a papier to medium już martwe dla młodszych pokoleń. Po papier sięgają gdy w pociągu brak jest prądu do laptopów, albo stracą zasięg sieci w smartfonie.

Jak zmienić Polskę? Tworząc profesjonalne, zawodowe media, choćby i małe, ale sprawne. Nawet małe portale mieszczące się w pierwszej 500-ce zatrudniają choćby jednego dziennikarza, w całości ich załoga może liczyć nawet 3 osoby. Jeśli prześledzimy pierwszą 500-kę polskiego internetu, to można się jednak zmartwić. Nie ma tu wielu portali politycznych, a już w ogóle brak "poziomu think-tankowego", czasopism propagujących różne nowoczesne idee gospodarcze, kulturowe czy społeczne. Skąd więc miałyby iść zmiany? Jak na razie, lukę tą wypełnił portal Facebook, dając użytkownikom możłiwość mash-upowania mediów z różnych źródeł.

Media dają władzę polityczną, i w polskiej rzeczywistości mają ją także portale na czele listy: przecież gazeta.pl czy onet.pl mają ogromny wpływ na polską politykę. Proszę sobie wyobrazić że oto zaistniałby tutaj jeszcze inny gracz... Niemożliwe? Wygląda to trochę jak matrix, walka o pozycję w gigantycznej bazie danych... Ja sam- nie posiadam nawet swojej witryny internetowej, poza profilami w sieciach społecznościowych. Choć prowadzę różne bardzo niszowe portale.

Polskim internetem rządzą także silne przyzwyczajenia internautów. Pamiętam ciekawy incydent półtorej dekady temu, w Paryżu, pracując w wielkiej międzynarodowej organizacji. Pracujący tam Polak stwierdził że nic się w Polsce nie zmienia, i na dowód otworzył portal Onet.pl i wskazał na ukazujące się tam artykuły. A być może po prostu ów portal nie proponował żadnych zmian, a inne portale po prostu nie zabiegały o przyciągnięcie i zdobycie takich czytelników jak ta osoba?

Niedawno w Warszawie zaginął kitesurfer i wakeboarder, niejaki Filip "Batman" Dymkowski. Byłem pod wrażeniem zasięgu całkowicie oddolnej akcji informacyjnej jaką rozwinęli jego znajomi. Plakaty o zaginionym napotkałem wielokrotnie na terenie całego kraju, obklejono większość dworców w pobliżu Warszawy etc. KOmunikatów o poszukiwaniu zaginionego pełno było w sieciach społecznościowych, podobno wzmiankowano o nim w mediach ogólnopolskich. Na hasło "Filip Dymkowski zaginął" wyszukiwarka Google podaje 35 tysięcy wyników, całkiem sporo jak na jedną osobę. Okazuje się że grupa osób może w skali kraju nagłośnić swój komunikat, i to nawet bez większych kosztów. O zaginionym tajemniczo wakeboarderze dowiedziała się znaczna liczba osób, i jeśli czytając te słowa również słyszałeś o zaginionym Filipie, to pokazuje to skalę i możliwości zakomunikowania informacji bez angażowania większych kapitałów, metodami DIY.
Fot. Zaginiony kitesurfer (za gp24.pl)


Dlaczego nikt nie stara się zmienić w Polsce jej świata medialnego? Logika podpowiada, że nikomu nie chce się, a stan obecny wielu grupom nie wydaje się aż tak doskwierać by zechciały się one zabrać za stworzenie własnych mediów.
Przecież można, ba, to dość dobry biznes. Na razie palmę pierwszeństwa mają portale raczej zaniżające jakość debaty politycznej. Słychać czasem o pomysłach gazet codziennych, ale tytuły jakie powstają potrafią być kierowane do zawężonego targetu, ich wydawcy nie wydają się być otwarci na różnorodne środowiska, mniejszości, albo też nie zauważają nie tylko nisz rynkowych.
Wielki sukces odniósłby portal prasowo- njusowy który zdetronizowałby onet.pl czy gazeta.pl, i zaapelował np. do współczesnych mieszkańców miast. Przecież to kwestia kampanii billboardowej, kilkumilionowego kapitału, i często zebrania tylko tekstów już opublikowanych w sieci by stworzyć polski odpowiednik Huffington Post. Jak na razie, portali próbujących konkurować z tymi największymi jest bardzo niewiele, i jest to konkurencja na mało wymagającą popkulturę.
O rynku wysokim, bardziej cenionym przez reklamodawców, zapomniano. Intelektualista wykonujący wolny zawód, właściciel firmy, naukowiec, wykładowca, manager średniego szczebla, didżej, twórca kultury: to nie klienci? To przecież najbardziej opiniotwórcza część opinii publicznej, i często dobrze zarabiający ludzie. To, co się im oferuje na rynku medialnym, jest często skandalem. Pora na medialną rewolucję, jak na razie w moim komputerze czynią ją głównie 4. czołowi zwyciężcy polskiego rankingu Alexa.

Literatura:
Davenport, T. H.; Beck, J. C. (2001). The Attention Economy: Understanding the New Currency of Business. Harvard Business School Press. ISBN 1-57851-441-X.
Simon, H. A. (1971), "Designing Organizations for an Information-Rich World", in Martin Greenberger, Computers, Communication, and the Public Interest, Baltimore, MD: The Johns Hopkins Press, ISBN 0-8018-1135-X.
Simon, H. A. (1996), The Sciences of the Artificial (3rd ed.), Cambridge, MA: The MIT Press, ISBN 0-262-69191-4.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Doniesienia