wtorek, 1 listopada 2016

Lista dziennikarzy, którzy stracili pracę w wyniku zmian politycznych w Polsce


  • Marzena Adamczyk TVP Kultura, sekretarz programowy - zwolniona
  • Hanna Andrzejczak - z-ca dyrektora biura koordynacji programowej - odwołana ze stanowiska
  • Monika Antkiewicz TVP Info, reporterka - rezygnacja
  • Sławomir Assendi PR1, wicedyrektor - rezygnacja
  • Olena Babakowa PR dla Zagranicy, dziennikarka - zwolniona
  • Wojciech Biedak Radio Merkury Poznań dziennikarz - zwolniony
  • Kamila Biedrzycka-Osica TVP Info, prowadząca - odsunięta od prowadzenia programu, rezygnacja
  • Aleksandra Biernacka TVP2, z-ca szefa redakcji dokumentu i reportażu - zwolniona
  • Marta Bobowska TVP Opole, dziennikarka, wydawca - zwolniona
  • Mariusz Bojarowicz Radio OLsztyn - zwolniony
  • Romulad Bokun TVP3, sekretarz programowy - zwolniony
  • Mariusz Borkowski PR IAR, dyrektor - rezygnacja
  • Lena Bretes TVP Poznań, dyrektorka - zwoniona
  • Katarzyna Buszkowska PAP Media dyrektor - zwolniona
  • Elżbieta Byszewska TVP1 "Wiadomości", reporterka - przeniesiona do "Panoramy"
  • Agata Całkowska dziennikarka TVP Info - rezygnacja
  • Marcin Celiński TVP Info, prowadzący program - zerwanie współpracy
  • Dorota Ceran TVP Łódź dziennikarka - zwolniona
  • Marcin Chłopaś TVP1 Teleekspress, dziennikarz - zwolniony
  • Ewa Chrabąszcz TVP3 sekretarz programu - zwolniona
  • Waldemar Chudziak TVP2 "Panorama", wydawca  - zwolniony
  • Mirosław Cichy TVP2 reporter "Panoramy" - zwolniony
  • Jan Ciszecki, TVP2 "Panorama" dziennikarz, wydawca - zwolniony
  • Andrzej Ciszewski TVP Białystok, szef i wydawca progr. informacyjnych - zwolniony
  • Barbara Czajkowska TVP Info, autorka i prowadząca programy Kod dostępu i Reguły gry - odebranie programów, zerwanie współpracy
  • Maciej Czajkowski TVP1 "Wiadomości”, sekretarz redakcji - zwolniony
  • Daniel Czarnecki TVP1, zastepca dyrektora - zwolniony
  • Marek Czunkiewicz TVP Info, producent - zwolniony
  • Marek Czyż TVP Info, prowadzący, odsunięty od prowadzenia programu - rezygnacja
  • Ryszard Ćwirlej Radio Merkury - rezygnacja
  • Kamil Dąbrowa PR I, Dyrektor - zwolniony dyscyplinarnie
  • Zuzanna Dąbrowska PRI, dziennikarka - rezygnacja
  • Anna Dębowska PR RDC - odebrano prowadzenie programu
  • Justyna Dobrosz-Oracz TVP1 "Wiadomości", reporterka - zwolniona
  • Mikołaj Dobrowolski TVP1, szef Eurowizji - zwolniony
  • Tadeusz Doroszuk TVP Historia, dyrektor - odwołany ze stanowiska
  • Anna Drączkowska TVP Lublin, dziennikarka - rezygnacja
  • Kamil Dziubka TVP1 "Wiadomości", reporter - zwolniony
  • Leszek  Dziura TVP Kraków,  dyrektor - zwolniony
  • Justyna Dżibik-Kluge PR1, dziennikarz - rezygnacja
  • Adam Feder TVP Info, reporter - zwolniony
  • Andrzej Fidyk TVP1, szef redakcji dokumentu -  odszedł za porozumieniem stron
  • Tomasz Frankowski TVP Teleexpress, dziennikarz - zwolniony
  • Jolanta Gadek PR Białystok, dyrektor - odwołana ze stanowiska
  • Jacek Gasiński TVP korespondent w Moskwie - zwolniony
  • Ewa Godlewska-Jeneralska TVP2 "Panorama", wydawca - rezygnacja
  • Andrzej Godlewski TVP1, wicedyektor ds. audycji publicystycznych i społecznych - zwolniony
  • Jacek Grudzień TVP Łódź dyrektor, red. naczelny - zwolniony
  • Henryk Grzonka Radio katowice dyr. i red. naczelny - zwolniony
  • Agnieszka Gulczyńska Radio Merkury, dziennikarka - zwolniona
  • Artur Gurec  Gorzów Wlkp TVP, mianowano na jego miejsce nowego dyrektora choć Gurec przebywa na urlopie,
  • Nicholas Hodge PR dla Zagranicy, dziennikarz,  - rezygnacja
  • Grzegorz Hofman PR3, kierownik redakcji muzycznej - zwolniony
  • Igor Isajew PR dla Zagranicy, dziennikarz - zwolniony
  • Katarzyna Janowska TVP Kultura, dyrektor – rezygnacja
  • Wojciech Jankowski Radio Gdańsk, kier. redakcji informacji - zwolniony
  • Kinga Jasionowska TVP Kielce, wydawca - zwolniona
  • Piotr Jaźwinski TVP1 "Wiadomości" reporter - zwolniony
  • Magdalena Jethon PR III, dyrektor- rezygnacja
  • Jolanta Kaczmarek RDC, prezes - odwołana
  • Jerzy Kapuściński TVP2, dyrektor - rezygnacja
  • Łukasz Kardas TVP Polonia, dyrektor - odwołany
  • Magdalena Karpińska TVP1 "Wiadomości", reporterka, przeniesiona do "Panoramy" - rezygnacja
  • Elżbieta Kiernicka PR dyr. Agencji Muzycznej PR - zwolniona
  • Jerzy Kisielewski TVP Info - odebranie programu, zakończenie współpracy
  • Andrzej Klewiado PR1 serwisant - rezygnacja
  • Żenia Klimakin PR dla Zagranicy, z-ca kier. redakcji rosyjskiej - zwolniony
  • Krzysztof Komorski PR Lublin, red. naczelny - zwolniony
  • Małgorzata Kościelniak PRI dziennikarka - rezygnacja
  • Jarosław Kowalski TVP Olsztyn, dyrektor - zwolniony
  • Robert Kowalski PR 1, publicysta – zwolniony
  • Łukasz Kowalski, TVP INFO, reporter- rezygnacja
  • Marcin Kowalski TVP Info, prowadzący programy - zwolniony
  • Dominika Kozłowska Radio Kraków - zerwanie współpracy
  • Anna Krakowska PR III, zca dyrektora – przeniesiona
  • Piotr Kraśko TVP1 "Wiadomości", szef redakcji - zwolniony
  • Leszek Krawczyk TVP, korespondent w USA - odwołany
  • Jarosław Kret TVP1 dziennikarz prezenter - zwolniony
  • Milena Kruszniewska TVP1 "Wiadomości", reporterka - zwolniona
  • Marian Kubalica TVPSport, dyrektor - rezygnacja
  • Maciej Kucharski Radio Merkury - rezygnacja
  • Piotr  Kuciński TVP2, producent - zwolniony
  • Jarosław Kulczycki TVP Info, prezenter - zwolniony
  • Roman Kurkiewicz RDC, likwidacja programu, zakończenie współpracy
  • Jarosław Kusto PR Kielce, dyrektor - zwolniony
  • Iwona Kutyna TVP 2 "Panorama", TVP Info "Po przecinku" - zwolniona
  • Mariusz Kwaśniewski Radio Merkury, dziennikarz, autor i prezenter programów muzycznych - zwolniony
  • Anna Kwiatkowska TVP Historia - odsunięta od prowadzenia programów
  • Izabela Leśkiewicz TVP Info, wydawca - zwolniona
  • Karolina Lewicka TVP1 "Wiadomości" i TVP2 "Panorama", reporterka /prezenterka - rezygnacja
  • Hanna Lis TVP2 "Panorama", prezenterka - zwolniona
  • Anna Lisowska TVP2 "Panorama", wydawca - zwolniona
  • Paweł Ławiński Portal Polskieradio.pl, wicedyrektor - zwolniony
  • Tomasz Ławnicki PR3, z-ca kierownika redakcji Aktualności - zwolniony
  • Cezary Łazarewicz TVP Info, komentator - rezygnacja ze współpracy
  • Dariusz Łukawski TVP2 wicedyrektor publicystyki, wydawca - rozwiązanie umowy za porozumieniem stron.
  • Sławomir Majcher TVP Warszawa, dyrektor - odwołany, zostaje na innym stanowisku
  • Artur Makara PR1, kierownik redakcji publicystyki - zwolniony
  • Masza Makarowa, Polskie Radio dla Zagranicy, red. rosyjska - rezygnacja
  • Katarzyna Malinowska, TVP Kultura,kierownik redakcji filmu - zwolniona
  • Juliusz Maliszewski Polskie Radio dla Zagranicy, dyrektor - odwołany
  • Radosław Masłowski TVP2 "Panorama" - zwolniony
  • Piotr Maślak TVP Info, prezenter - zwolniony
  • Anna Mentlewicz TVP1, wice-dyrektor Redakcji Audycji Społeczno - Publicystycznych - przeniesiona do Redakcji Rolnej
  • Beata Mes TVP Poznań, kierredakcji informacji - zwolniona
  • Grażyna Mędrzycka-Gęsicka PR3, kier redakcji Aktualności - zwolniona
  • Tomasz Michniewicz PRI, dziennikarz - rezygnacja
  • Joanna Mielewczyk PRIII, dziennikarka, prowadząca - odebranie programów
  • Małgorzata Mierzejewska TVP ABC, szefowa redakcji - odwołana ze stanowiska
  • Andrzej Mietkowski Portal Polskieradio.pl, dyrektor i red. Naczelny - zwolniony
  • Marek Mikos TVP OTV Kielce, dyrektor - rozwiązanie umowy, za porozumieniem
  • Dorota Milewska TVP Białystok, sekretarz programu - zwolniona
  • Jerzy Modlinger TVP1, kier. Teleespresu - przeniesiony na inne stanowisko (do Akademii Telewizyjnej)
  • Paweł Moskalewicz TVP Info, wydawca – rezygnacja
  • Jerzy Nachel TVP Katowice dyrektor i red. naczelny- zwolniony
  • Krzysztof Nakonieczny TVP Teleexspress, dziennikarz - zwolniony
  • Grzegorz Nawrocki TVP Polonia prowadzący programy - rezygnacja
  • Katarzyna Nazarewicz TVP1 zca kierownika Redakcji Rozrywki, Kultury i Widowisk - przeniesiona na inne stanowisko (do Akademii Telewizyjnej)
  • Michał Niewiadomski PR1 Szef redakcji Aktualności - zwolniony
  • Jan Ordyński PR 1 i TVP Info prowadzący programy- w PR rozwiązanie umowy, w TVP Info likwidacja programu
  • Michał Nogaś PR III dziennikarz - rezygnacja
  • Nina Nowakowska Radio Merkury dziennikarka - rezygnacja
  • Maciej Orłoś TVP, Telexpress, gospodarz i prowadzący - rezygnacja
  • Joanna Osińska TVP Info, prezenterka - zwolniona
  • Bogumił Osiński TVP, dyrektor Ośrodka programów Regionalnych - usunięty ze stanowiska
  • Michał Owerczuk TVP1Wiadomości, reporter - zwolniony
  • Jerzy Owsiak PRIII, prowadzący program - zwolniony
  • Lech Parell PR Gdańsk dyrektor, red. naczelny - zwolniony
  • Andrzej Petelski TVP Białystok, red. naczelny, dyrektor - zwolniony
  • Antoni Piechut PR III dziennikarz - rezygnacja
  • Tomasz Pietraszak TVP Bydgoszcz - zwolniony
  • Katarzyna Pilarska PR1, dziennikarz, wydawca - rezygnacja
  • Tomasz Płuciennik TVP Info, wydawca serwisów informacyjnych - rezygnacja
  • Beata Polaczek, TVP Opole, dyrektor - zwolniona
  • Danuta Postolska TVP2, Teleexpress, dziennikarka - zwolniona
  • Marcin Pulit PR Kraków dyrektor i red. naczelny - zwolniony
  • Iwona Radziszewska TVP Info portal, dziennikarka - rezygnacja
  • Paweł Radziszewski TVP Info, wicedyrektor - zwolniony
  • Piotr Radziszewski TVP 1, dyrektor - rezygnacja
  • Tomasz Rakowski TVP Lublin, dyrektor - odwołany, odchodzi za porozumieniem stron
  • Magdalena Rigamonti PR24 - dziennikarka, prowadząca programy - zakończenie współpracy
  • Ewa Rogala PR1 dziennikarka "Aktualności" – zwolniona
  • Piotr Rogoziński TVP Kielce, wydawca – zwolniony
  • Agnieszka Rokita TVP Kielce, wydawca - zwolniona
  • Diana Rudnik TVP1, "Wiadomości"- rezygnacja
  • Krzysztof Rzyman PR1, dziennikarz gospodarczy - rezygnacja
  • Grzegorz Sajór TVP1 "Wiadomości", wydawca - przeniesiony do TVP Info, potem zwolniony
  • Agata Sakowicz TVP Białystok prezenterka - zwolniona
  • Grzegorz Sawicki TVP OTV Białystok dyrektor – zwolniony
  • Magdalena Siemiatkowska TVP Info, wydawca - zwolniona
  • Małgorzata Serafin TVP Info, wydawca - zwolniona
  • Tomasz Siekielski TVP1, autor i prowadzący program - rezygnacja
  • Monika Sieradzka TVP 2 kier. redakcji - rezygnacja
  • Andrzej Siezieniewski, PR prezes zarządu, red. naczelny - zwolniony
  • Jakub Sito, TVP Warszawa, dziennikarz - zwolniony
  • Marek Składowski, PR Łódź - rezygnacja
  • Jacek Skorus TVP, Panorama, szef redakcji - rozwiązanie umowy
  • Ewa Slezak TVP1, szefowa publicystyki -usunięta ze stanowiska
  • Jacek Snopkiewicz TVP - rezygnacja
  • Magdalena Sobkowiak TVP, korespondentka - odwołana
  • Igor Sokołowski TVP Info, dziennikarz – zwolniony
  • Jerzy Sosnowski PR III, autor i prowadzący programy - zwolniony
  • Małgorzata Spór PR III redaktorka i czytająca programy informacyjne - przeniesiona na inne stanowisko
  • Tomasz Stawiszyński PR RDC, komentator - rezygnacja
  • Mira Suchowiejko TAI, kierownik red. zagranicznej - usunięta ze stanowiska
  • Tomasz Sygut TVP Info, dyrektor - rezygnacja
  • Mariusz Syta, PR1, prowadzący programy - rezygnacja
  • Jacek Szarek TVP Rzeszów, dyrektor - odwołany
  • Marta Szostkiewicz Radio Kraków, kier. redakcji publicytstyki - rezygnacja
  • Przemysław Szubartowicz PR 1, publicysta - rezygnacja
  • Andrzej Szwabe PR Lublin dyrektor - zwolniony
  • Mariusz Szymyślik Radio Merkury, dyrektor, wydawca - zwolniony
  • Witol Tabaka TVP 2 Panorama dziennikarz - zwolniony
  • Jacek Tacik TVP1 "Wiadomości, reporter - zwolniony
  • Beata Tadla TVP1 "Wiadomosci", prezenterka - zwolniona
  • Kamila Terpiał PR 1, reporterka - usunieta z grafiku, pozbawiona możliwości pracy
  • Grażyna Torbicka TVP2, dziennikarka, autorka programów - zwolniona
  • Bogdan Ulka TVP1 "Wiadomości", wydawca - zwolniony
  • Janusz Weiss PR1, odebranie programu - zakończenie współpracy
  • Joanna Warecha TVP zastępca dyrektora Ośrodka Programów Regionalnych - zwolniona
  • Maciej Wąsowicz TVP Info, prezenter - rezygnacja
  • Dominika Wielowieyska TVP Info, autorka i prowadząca program - rezygnacja
  • Radomir Wit TVP Info, dziennikarz - rezygnacja
  • Cezary Wojtczak - Prezes Radia Pomorza i Kujaw (PiK) - zwolniony
  • Piotr Wojtkowiak TVP Info wydawca – rezygnacja
  • Ewa Wolniewicz TVP Wrocław, dyrektorka - zwolniona
  • Natalia Woroszylska PR dla Zagranicy, kierownik redakcji - oddelegowana do Biura programowego
  • Bożena Wójtowicz-Waszak TVP3, kierowniczka oprawy programu, Ośrodek programów Regionalnych - zwolniona
  • Maciej Wróbel TVP Olsztyn, prezenter, szef informacji - zwolniony
  • Dorota Wysocka-Schnepf TVP, korespondentka w USA - zwolniona
  • Marcin Zaborski, prowadzący programy w PR III i TVP Historia - rezygnacja
  • Patryk Zalasiński TVP Info - rezygnacja
  • Anna Zaleska PAP, kier. redakcji krajowej - zwolniona
  • Anna Zaleśny-Sewery PR III, redaktorka i prowadząca serwisy informacyjne - przeniesiona na inne stanowisko
  • Sławomir Zieliński TVP, Dyrektor Biura Koordynacji Programowej - zwolniony
  • Tomasz Zimoch PR, dziennikarz - rezygnacja
  • Anatol Zymnin PR dla Zagranicy, kier. red. ukraińskiej - zwolniony
  • Jagoda Żołędziowska TVP dziennikarka, wydawczyni ostatnio Ośrodek Programów Regionalnych - zwolniona
  • wg Towarzystwo Dziennikarskie
  • O upolitycznieniu mediów w Polsce

    Porządek medialny w Polsce może i powinien budzić trwogę. Wiele osób z mojego środowiska nie czyta niemal żadnych mediów polskojęzycznych, ich gazety codzienne to jakaś wypadkowa z takich mediów jak Frankfurter Rundschau, The Guardian, The Independent, wszystko to pochłaniane przez Internet. Dzięki takim mediom jak Twitter uzyskali dostęp do reprezentantów światowej opinii publicznej. Twitter czy Facebook jak żadne inne media obaliły wyłączność prasy papierowej na kształtowanie tej opinii. Sam już nieomal nie czytam polskiej prasy codziennej, znając niekiedy osobiście dziennikarzy oraz praktyki sprzedawania reklam wraz z "pozytywnymi artykułami", informacjom gospodarczym w nich zawartym- nie ufam.

    W polskich mediach jest coś niepokojącego. To- w ok. 80 procentach- nie są media w których, w mojej opinii, można opublikować krytykę władz. W 2011r. na przykład idąc ulicą Skaryszewską do naszej akademii sportowej, spotkałem mężczyznę który dopytywał się o drogę do dworca PKS, notabene drugiego najważniejszego w Warszawie. Duży, nawet międzynarodowy dworzec PKS Stadion nie wiadomo czy zlikwidowano, czy przeniesiono, ku zaskoczeniu pasażera nie pozostawiając żadnej, najmniejszej informacji, dokąd ów dworzec przeniesiono lub co mają zrobić potencjalni pasażerowie. Sam nie miałem takiej wiadomości, mężczyznę mogłem jedynie odesłać na rozkopany plac przed Dworcem Wschodnim gdzie chwilę wcześniej stał jakiś pojedynczy autobus dalekobieżny.

    To się dzieje w stolicy, w sercu ok. 2-milionowej aglomeracji. W każdej chyba normalnej demokracji taka władza, popełniająca takie wpadki, nie miałaby szans na reelekcję. Niemniej, jakość demokracji zależy od możliwości wymiany informacji między członkami populacji. Tajemnicą poliszynela rozmaitych młodych warszawskich środowisk jest to że w zasadzie w Warszawie nie ma popularnego, silnego, lokalnego, nieuwikłanego politycznie medium. Nie ma gdzie, nie ma komu wysłać niezależnego tekstu do publikacji.

    Dotychczasowe media reprezentują raczej grupy konkretnych interesów gospodarczo- politycznych, lub obozy konkretnych ideologii politycznych. Ongiś miałem nawet być przyjemność wkręconym przez jedno z mediów w kampanię jakiegoś polityka lokalnego o którym nie miałem żadnego wówczas pojęcia. Zgłosiłem się z ciekawą propozycją do redakcji, i jako że rynek polityczny okazał się w Warszawie sporzęgnięty z medialnym, w redakcji gazety codziennej wpięto mój pomysł w czyjąś kampanię wyborczą.

    Wiara w to że w Polsce panuje "wolność prasy", jest całkowitą niedorzecznością w mojej opinii. Sytuacja ta jest kompletnie nieobecna na polskiej prowincji, gdzie wciąż lokalna prasa rozdaje karty w lokalnej polityce, a liczba wydawców jest bardzo niewielka (mamy duopole i oligopole). Ta "wolność prasy" na pewno nie dotyczy różnorakich mniejszości, które nie wydają swoich tytułów prasowych. Nawet znani ekonomiści piszą w gazetach lokalnych, w tych ogólnopolskich jakby zabrakło dziś dla nich miejsca.

    Idąc ową ulicą Skaryszewską w Warszawie bodaj dwa dni wcześniej, pogrążony w rozmowie z przyjaciółmi z naszego klubu sportowego, boleśnie uderzyłem się w głowę znakiem drogowym, zamontowanym na tak pechowej wysokości (powyżej oczu, ale jednak na ok. 1,8 metra wysokości nad ziemią) aby uderzyć przechodzącego pod nim nieostrożnego przechodnia w głowę. Z racji remontu sieci komunikacyjnej zamknięto tory tramwajowe w okolicy, nie wprowadzając jednak żadnej zastępczej komunikacji autobusowej (tych "zatramwajów", ongiś tak oczywistych przy zamykaniu ruchu tramwajowego w całej dzielnicy). Dojazd do okolic Stadionu Narodowego, np. Teatry Powszechnego, w sieci wiecznych remontów jest bardziej jak utrudniony, czasy przejazdu transportem zbiorowym do centrum są horrendalnie długie. Aktualne relacje autobusów dla osób rzadziej bywających w okolicach Stadionu Narodowego są zagadką.

    Chciałem nawet skorzystać z oferty kolei miejskiej. Jechałem komunikacją miejską korzystając z biletu normalnego, nie okresowego. Te bilety, co nie wszystkim jest wiadome, nie obowiązują w pociągach głównego przewoźnika na śródmiejskiej średnicowej linii kolejowej. Ważne są jedynie bilety długookresowe. Chcąc dojechać w okolice stadionu z zakorkowanego centrum miasta koleją, musiałbym odstać w kolejce do kas i kupić egzotyczny bilet pomiędzy dwoma śródmiejskimi stacjami w Warszawie. Takiej egzotyki nie znajdziemy już w żadnej dużej europejskiej aglomeracji. W Polsce uchowały się prawdziwe dinozaury systemów biletowych.

    Dobiegła mnie informacja iż Michał Pretm zamknął swój watch-dogowy serwis bloggerski publikujący krytykę lokalnych władz Warszawy. W sferze finansowania mediów była to z pewnością walka Dawida z Goliatem. Warszawskie władze dopłacają do wydawania gazet bezpłatnych, jeden z miejskich bezpłatnych dzienników publikował regularnie całe dodatki i strony sponsorowane (całkowicie jawnie) przez miejscowe władze. Dopłaty do gazet stołecznych kosztowały bodaj 15- 20 mln PLN rocznie.

    Jak podaje autor artykułu "Lokalna prasa a samorządy", aż "jedna trzecia periodyków lokalnych ukazujących się na terenie naszego kraju jest wydawana lub współwydawana przez jednostki samorządu terytorialnego". Tymczasem w Niemczech urzędy wydają jedynie tzw. "Amtsblatty", pisma i dzienniki urzędowe, czasem mające dobrej jakości teksty dziennikarskie i przypominające tradycyjną prasę. Są one jednak odpowiednio oznaczone, nie roszczą sobie pretencji do bezstronności, nie przypominają pism sektora prywatnego.

    "Głównym argumentem wysuwanym przeciwko nieskrępowanemu prowadzeniu przez samorządy działalności prasowej jest fakt, że wydawane przez nie gazety stanowią nieuczciwą konkurencję dla niezależnej prasy lokalnej"- dowodzi autor. Pisze też o zakulisowych metodach wpływu na niepokorne redakcje czasopism prywatnych: "Do najpopularniejszych form represji wobec "niepokornych" tytułów lokalnych należy obłożenie redakcji danej gazety embargiem na dostęp do informacji oraz wstrzymanie publikowania na jej łamach płatnych ogłoszeń samorządowych.

    Lokalni urzędnicy niekiedy wymuszają również na miejscowych podmiotach gospodarczych zaprzestanie umieszczania reklam w określonych periodykach, szantażując przedsiębiorców groźbą bojkotowania ich firm w publicznych przetargach lub sabotowania ich działalności nieustannymi kontrolami różnego rodzaju służb podległych samorządom (np. inspekcje sanitarno-epidemiologiczne, kominiarskie itp.). Do rzadkości nie należy także eksmitowanie redakcji z lokalu wynajmowanego przez nią od gminy lub powiatu. W skrajnych  sytuacjach dochodzi nawet do wyrzucania z pracy tych dziennikarzy i członków ich rodzin, którzy zatrudnieni są  w podległych samorządowi instytucjach."

    No cóż, praktyka potwierdza te doniesienia. Gdy, wściekły na jedną z lokalnych gazet, niemal w ogóle nie publikującą głosów krytyki, spotkałem się z jej redaktor naczelną, ta narzekała iż była swego czasu objęta "embargiem informacyjnym" ze strony miejscowych władz, włąśnie w odwecie za krytykę.

    Jakub Parnas pisze: "Warto dodać, że podobną podatność na naciski lokalnej władzy wykazuje również nierzadko lokalna prasa tzw. III sektora, czyli tytuły wydawane przez różnego rodzaju lokalne stowarzyszenia, organizacje pozarządowe i fundacje. Ze względu na szczupłość własnych zasobów finansowych, tego rodzaju gazety w wielu przypadkach uzależnione są bowiem od życzliwości władz samorządowych i wsparcia powiązanego z nimi lokalnego biznesu." Nie jest tajemnicą, iż lokalne media wydawane przez organizacje pozarządowe mają "dworski" charakter. Rynki reklamowe są płytkie, takie media utrzymują się jedynie z dotacji.

    Autor cytuje szacunki Włodzimierza Chorązkiego z Ośrodka Badań Prasoznawczych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wg Chorązkiego, "jeśli uwzględnić opisane powyżej źródła nacisku, to faktyczną niezależnością cieszy się jedynie co czwarta - piąta prywatna gazeta lokalna. Do tego wąskiego grona zaliczyć można bowiem jedynie te tytuły, które zdołały wypracować sobie finansową stabilność i samowystarczalność oraz względnie duże zaplecze czytelnicze. Tylko w takiej sytuacji lokalna gazeta uzyskuje bowiem możliwość oddziaływania na miejscową rzeczywistość i wpływania na działania lokalnych decydentów."

    Mający nadzieję na zmiany w polskiej rzeczywistości nie wiedzą nawet, jak płytkie są rynki reklamy w sieci Internet. Są zbyt płytkie by utrzymać lokalne media. Wg Jakuba Parnesa szansą są dopiero minikoncerny mediów lokalnych, skupiające po kilka- kilkanaście tytułów, mające możliwość osiągnięcia efektów skali i zakresu. Wymaga to jednak znacznych, niekiedy wielomilionowych inwestycji. W ogóle całe pole mediów lokalnych jest w Polsce bardzo mało opisane i zbadane. Polska wydaje się nadal tkwić w medialnej rzeczywistości krajów rozwijających się, z tym że np. rynek stacji telewizji naziemnej jest wciąż monopolem.

    W Wenezueli czy Brazylii potrafi działać po kilka- kilkanaście konkurencyjnych naziemnych telewizyjnych stacji prywatnych. W krajach rozwijających się istniały przypadki podobnych sytuacji rynkowych. Dopiero zbiorowa akcja konkurencyjnych wydawców, jak w Meksyku, umożliwiła demonopolizację rynku telewizyjnego. W Polsce także zachodzi taka potrzeba. Całe części populacji, w tym mnie, pozbawiono jakichkolwiek mediów audiowizualnych, poza mediami w sieci Internet (Facebook, Twitter). Dziwne że w Wielkiej Brytanii zadowala mnie format publicznych stacji takich jak BBC 1 Extra (urban music) czy BBC 4 (inteligent talk, speech station for curious minds).

    Rozmawiałem niedawno z moim znajomym na stałe mieszkającym w Brukseli. Odwiedził rodzinny przygraniczny Szczecin, dziwiąc się pustym ulicom i pozamykanym knajpom w sobotni wieczór już o 8-mej wieczorem. Zauważył że w polskiej rzeczywistości ogromną rolę odgrywają plotki, i portale plotkarskie w rodzaju Twitter czy Facebook są to jedynie interesujące źródła informacji. Upolityczniona Polska Agencja Prasowa nawet w świecie znanych mu dziennikarzy została zdetronizowana przez poranną lekturę doniesień znajomych z sieci Facebook.

    Być może polską rzeczywistość Anno Domini 2016 należy rozpatrywac już w kategoriach rzeczywistości "po śmierci gazet codziennych". Znana z Europy prasa codzienna z wyższej półki w ogóle nawet nie powstała. Dziennikarstwo śledcze zanikło, a opublikowanie krytycznego artykułu na temat zabłąkanego podróżnego szukającego drugiego najważniejszego dworca autobusowego w mieście, w mojej opinii nie jest możliwe w tzw. "prasie mainstreamowej", bardzo upolitycznionej, publikującej raczej stronników politycznych właścicieli. O stacjach radiowych czy telewizyjnych nawet nie wspominam.


    Literatura:

    Jakub Parnes "Lokalna prasa a samorządy", on-line:
    http://samorzady.polska.pl/goracytemat/article,Lokalna_prasa_a_samorzady,id,361549.htm

    czwartek, 3 marca 2016

    Polskie media zawiodły...


    Jestem wielkim krytykiem polskich mediów. Sądzę że walczą one z objawami, a nie z przyczynami różnych chorób. Polskie media zawiodły, w sposób aż zagrażający polskiej demokracji.

    Nie jestem wielkim znawcą polityki, ale nie jestem też ślepy. Przed wyborami parlamentarnymi roku 2015 opisywałem, że odbędą się one w cieniu kryzysu związanego z uchodźcami.

    Nadal sądzę, że nie myliłem się. Podejście wobec muzułmańskich uchodźców przeorientowało polską politykę. Wygrały nastroje ksenofobiczne, islamofobiczne. Jestem przekonany, że to problem uchodzców odegrał główną rolę w polskich wyborach parlamentarnych 2015- i nadal ją odgrywa.

    Szczególnym przypadkiem jest sukces ruchu Kukiza, który szczególnie silnie wyrażał różne poglądy związane z uchodźcami. Także partia rządząca w mojej opinii zyskała dzięki problemowi uchodźców. W mojej ocenie- to nie obietnica 500 złotych na drugie i kolejne dziecko- ale właśnie problem uchodźców zadecydował o takim, a nie innym wyniku wyborczym w Polsce.

    Dla mnie zupełnie ewidentne jest, że kluczem do problemu polskiej polityki- jest właśnie problem uchodźców, owa antyislamska fobia. Bez jego rozwiązania nie pójdziemy nigdzie dalej.

    Media tymczasem, zamiast zająć się przyczynami, wałkują różne efekty tej zmiany politycznej. Dla mnie- jest to pozbawione znaczenia. Nie zajmuję się walką z objawami, widząc nierozwiązane przyczyny.

    Możliwe że to sprawa uchodźców jest najważniejszym kryterium podziału politycznego w Polsce, to sprawa uchodźców zadecydowała o wygranej wyborczej określonych grup politycznych i przegranej- innych grup. Dziś- wzdłuż stanowiska wobec uchodźców- definiuje się niemiecka polityka, a islamofobiczna partia AfD zyskała nagle 3. wynik wyborczy.

    W Polsce media zdecydowanie nie dokonują długoookresowej analizy polskiej polityki. Jeśli miałbym takiej analizy dokonywać, za główny temat roku 2015 - i być może także 2016 - wybrałbym temat uchodźców. To on zdominował polską politykę.

    Wśród polskich mediów mało kto zauważył wage tego tematu i znaczenie nastrojów antyimigranckich. Mam wrażenie że media w Polsce zyją tzw. "bieżączką" i zapominają o ważnych tematach które tak naprawdę definiują kierunki polskiej polityki i zadecydowały o konserwatywnym skręcie polskiej polityki.

    Temat uchodźców, którzy wywarli najbardziej znaczący wpływ na polską politykę od co najmniej dekady, nie został potraktowany w sposób na jaki zasługuje. Temat nie został potraktowany z należną mu powagą i skalą.

    Owszem, nadal się dyskutuje na temat imigrantów. Ale skala tej dyskusji jest niewspółmierna do skali zmian politycznych jakie ten temat, ten problem wywołał.

    Otrząśnijmy się- podział polityczny dziś odbywa się nie na linii prawica- lewica, ale na linii podejścia do tematu uchodźców. Media w Polsce traktują tą sprawę z niemożliwą do zniesienia ignorancją.

    Sprawa KOD, Trybunału Kostytucyjnego i inne biezące tematy nie są niczym więcej jak skutkiem. Skutkiem niewłaściwego przedyskutowania tematu uchodźców w polskich mediach.

    Polskie media zawiodły. Po prostu. Pracuję w tej branży, jestem założycielem branżowej organizacji właścicieli mediów, i mogę to po prostu stwierdzić.

    TVP od zawsze była telewizją rządową

    Polityk, który idzie na wojnę z mediami, ma prawo napisać na swojej wizytówce jedno słowo: idiota- tak miał mawiać Henry Kissinger.

    W Polsce mamy do czynienia z mediami bardzo słabymi, rachtycznymi. Politycy mogą wydać im walkę, i co więcej, tą walkę wygrać. Skarb Państwa przez lata finansował znaczną część mediów i jest poważnym graczem na rynku mediów. Sam kotroluje PAP, TVP. Polskie Radio i wiele innych podmiotów. Politycy mogą w Polsce walczyć z mediami.

    TVP w Polsce nie może liczyć na oddolne wsparcie zwykłych obywateli- zawsze była telewizją rządową, państwową. Nie była medium obywatelskim, za którym mogliby się wstawić obywatele. Zwykłych artystów TVP nie pokazywała, na antenie dominowali celebryci, znani z tego że są znani. Zwykli artyści młodego pokolenia występuja na przykład w brytyjskim BBC 1Xtra, ale nie w polskim TVP.

    Wśród młodego pokolenia programy TVP mają oglądalność taką jak stacje tematyczne. Młodych ludzi TVP nie interesuje, nie ma im niemal nic do zaoferowania. Widownią TVP są starsze wiekiem pokolenia, dla których TVP nie jest czymś tak ważnym by w obronie niezależności politycznej państwowej stacji wychodzić na ulicę.

    Polskie Radio ma prawie żadną słuchalność w młodym pokoleniu. Także więc dla tego pokolenia bez znaczenia jest los Polskiego Radia. Równie dobrze tą stację możnaby zlikwidować.

    Gdyby nagle zlikwidowano TVP, PAP i Polskie Radio, wątpię czy wśród polskiego młodego pokolenia ktoikolwiek spostrzegłby w ogóle stratę. Oglądam polskie media społecznościowe, i prawie nie pojawiają się w nich jakiekolwiek linki do programów czy audycji TVP lub Polskiego Radia. Stacja działa na marginesie zainteresowań polskiego młodego pokolenia i nie dziwmy się, że nikt nie występuje w obronie tych państwowych mediów porzed ich politycznym podporządkowaniem nowej władzy.  

    Oglądalność Tv Trwam

    Telewizja Trwam w listopadzie ubiegłego roku miała minutową oglądalność na poziomie 50 tys. osób, co oznacza 0,73 proc. udziału w rynku. Miesiąc później - 0,74. Informację o badaniu oglądalności za Nielsen Audience Measurement podaje portal Wirtualnemedia.pl


    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,17708037,Nielsen_zbadal_ogladalnosc_TV_Trwam__Jest_porownywalna.html#ixzz3xAGeYYF1

    Co politycy mogliby zrobić dla poprawy sytuacji ludności, to zreformować media publiczne.

    Co politycy mogliby zrobić dla poprawy sytuacji ludności, to zreformować media publiczne.

    Media lokalne powinny być wydzielone z TVP. TVP jest firmą nadającą się do natychmiastowego podziału. Wszystkie "anteny regionalne" zostałyby wydzielone z TVP, czyli- oddziały regionalne przestałyby być częścią TVP. TVP straciłaby wszystkie "anteny" i oddziały poza Warszawą.

    Wzorem Niemiec, utworzonoby regionalne media publiczne. Połączonoby lokalne rozgłośnie radia publicznego- z regionalnymi ośrodkami TVP. Powstałoby 16 lub 17 nowych kanałów telewizyjnych- zlaeżnie od ostaecznej liczby województw.

    W Niemczech istnieje szereg kanałów telewizji publicznej o zasięgu regionalnym. W Polsce reforma TVP poszłaby po prostu w stronę rozbicia TVP, pozostawienia "anten ogólnopolskich" i uniezależnienia "anten regionalnych" od TVP, owej krytykowanej instytucji z ulicy Woronicza.

    Regionalnych telewizji publicznych w Polsce de facto nie ma. W Republice Federalnej Niemiec regionalne telewizje publiczne wraz z regionalnym publicznym radio tworzą trójmedialne regionalne korporacje radiowo-telewizyjno-internetowe. Anten regionalnych funkcjonuje 9. Dysponują własnym regionalnym kanałem telewizyjnym, możliwym do poświęcenia w całości na sprawy regionu. Korporacje które pokrywają więcej niż jeden land, produkują oddzielne kanały dla zaopatrzenia medialnego każdego z 16 landów (np. kanał SWR Rheinland-Pfalz).

    W Polsce centralizacja kraju czytelna jest przede wszystkim w strukturze mediów. Warto przypomnieć, że w RFN kanał pierwszy telewizji publicznej jest nadawany przez związek działających w Niemczech publicznych nadawców regionalnych. Pasma lokalne, jeśli są stosowane, to w zupełnie innym wymiarze geograficznym niż w Polsce. Dla przykładu, regionalna stacja publiczna WDR stosuje pasma lokalne aby nadawać lokalne dzienniki telewizyjne oddzielnie dla każdego z 11 większych miast regionu.

    Przyrównując ta sytuację do Polski, to wówczas telewizja publiczna nadająca TVP1 czy TVP2 byłaby związkiem telewizji regionalnych. Nadawanoby np. program WOT jako osobny całodzienny kanał telewizyjny, z pasmami regionalnymi na dzienniki telewizyjne dla Płocka, Radomia, Siedlec, Ostrołęki etc. W Polsce niestety nie wykształciła się nowoczesna telewizja publiczna, a ilość czasu antenowego jaką do dyspozycji u nadawcy publicznego mają nawet półmilionowe konurbacje, jest nierzadko marginalna.

    Cierpi na tym jakość debaty publicznej. Przeprowadzenie kampanii wyborczej w telewizji publicznej dla, dajmy na to, półmilionowej konurbacji Legnickiego Okręgu Miedziowego, nie jest w tym systemie możliwe. Zapisy w ustawie o radiofonii i telewizji, narzucające także publicznym telewizjom regionalnym obowiązki rzetelnego ukazywania całości wydarzeń, sprzyjania swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli, sprzyjania swobodnemu formowaniu się opinii publicznej, nie są w podanym przypadku nawet w marginalnym stopniu realizowane.

    Nie inaczej wygląda sytuacja publicznego radio. Regionalna korporacja WDR nadaje także 5 regionalnych stacji radiowych, co umożliwia ich profilowanie pod konkretne gusty. Standardowo, zwykle korporacje te oferują regionalny kanał radiowy profilowany pod osoby młode, a niekiedy kolejny kanał profilowany pod dzieci. W Polsce są to kategorie całkowicie pominięte przez regionalne kanały Polskiego Radia. Korporacja WDR nadaje także kanał radiowy Funkhaus Europe profilowany pod obcokrajowców przebywających na terytorium regionu- rzecz nie do pomyślenia w Polsce, zapominającej o możliwości integracji mieszkających na jej terytorium cudzoziemców.

    Praktyczny brak telewizji regionalnych lub prasy wysokiego rynku uniemożliwia praktycznie na terenie większości kraju prowadzenia kampanii wyborczej opartej o argumentację, o debatę publiczną. Rynek medialny jest w fazie możliwe że znacznego niedorozwoju. Znikoma ilość regionalnych stacji telewizyjnych wywołana radykalną centralizacją mediów publicznych, tabloidyzacja codziennej prasy regionalnej powoduje że na debatę polityczną brak jest nawet miejsca. Zaś to co obecnie bierzemy za demokrację lokalną- obawiam się że jeszcze nią nie jest.

    Adam Fularz 2010- 2015

    środa, 2 marca 2016

    Prowadzenie wydawnictwa w praktyce. Wywiad prasowy.

    Pan sobie nie wyobraża, jakie trudne jest prowadzenie agencji informacyjnej w sieci Internet, kiedy trzeba być ze wszystkim najszybszym, i jakie straty wywołuje czyjeś opóźnienie.

    Od rządu przedsiębiorca oczekuje że nikt mu nie będzie niszczył biznesu, a taka sytuacja ma miejsce obecnie. Z uwagi opóźnien różnych wykonawców, problemy ma zamawiający, czyli ja.

    Rądzący oczekują innowacyjnych rozwiązań, ale przez to problemy ze skomplikowanymi zleceniami mają programiści. Wypełniam te wytwory informatyków danymi i jest to niespodziewanie trudne i żmudne zadanie.

    Proszę powiedzieć jaki projekt realizuje Pan za środki z działania 8.1? Co to za pomysł? Na czym polega?

    Jest to agencja prasowa działająca w świecie kultury i teatru, która zamierza poszerzyć działalność o danie wykonawcom szansy własnoręcznego sprzedania swojej twórczości, spóbowania z tym przynajmniej.

    W którym naborze starał się Pan o dotację i jaką kwotę Pan pozyskał?
    Już nie pamietam, Umowę podpisałem w grudniu 2012 roku, pełen nadziei. Czekałem 4 miesiące na zaliczkę, by w ogóle móc wystartować.

    Dlaczego zdecydował się Pan na taką formę finansowania swojego pomysłu?
    Jest to niedochodowe. Firmę prowadzę od 20 lat dość hobbystycznie, po prostu dokładam do tego interesu. W zamian za to nikt mi nie dyktuje co mam robić. Widział Pan gdzieś telewizję ze współczesną operą? Nigdzie w Polsce takiej nie ma, poza naszym kanałem Radiotelewizja.


    Czy pisaniu wniosku o e-dotację korzystał Pan z firmy doradczej?
    Tak, było to bardzo drogie, biznesplan był zrobiony świetnie, aczkolwiek szacunki kosztów były zrobione zbyt zgubnie, okazały się niedoszacowane. WIele rzeczy okazało się w istocie wielokrotnie droższe, różnice miejscami były kilkukrotne z biznesplanem, zwłaszcza w sferze obróbki filmów wideo online- tutaj zgłosił się tylko jeden chętny do wykonania, a ceny miał zabójczo wysokie. Już go zresztą znaliśmy z wygórowanych cen w innych postępowaniach ofertowych, gdzie także startował. Na tym poległem.

    Jak wygląda sam proces wypłacania dotacji? Czy otrzymywał Pan środki w formie zaliczek?
    Otrzymałem zaliczkę tylko raz, na samym początku. Oszczędzałem te środki i starczyły do samego końca planowanego okresu trwania projektu, ale projekt - mimo przedłużenia jego okresu formalnie o pół roku, w ogóle się nie zakończył. Minął okres kwalifikowalności projektu a wykonawcy dalej się nie uporali ze zleceniem. Niedługo kolejnej firmie, 5-tej z rzędu, minie rok pracy nad tym projektem.

    Kiedy Pana projekt miał zostać zrealizowany i dlaczego to się jeszcze nie udało? Skąd trudności?
    Niech Pan się zapyta programistów? To żmudna praca. Co innego gdy ktoś robi pseudonarzędzie które ma tylko spełnić wymogi dotacji unijnej, jak mi tłumaczył wynajęty przez PARP konsultant- a co innego gdy dane narzędzie informatyczne ma naprawdę pracować i zarabiać już na starcie.

    Kichę można prosto i tanio wykonać, coś przydatniejszego- jest trudniej. Już w tej chwili prowadzimy 100 tytułów prasowych w całym kraju, a projekt dopiero ma kilkanaście procent zaawansowania i obsługuje nieliczne formaty danych.

    opr. A. Fularz 2016

    Rok 2013, konkurs koncesyjny: Krajowa Rada Dyskryminacji

    Przyznam się że coraz mniej rozumiem z otaczającej mnie rzeczywistości. Oto  Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ogłasza konkurs o koncesje naziemne na telewizję o charakterze społeczno-religijnym, co być może jest gratką dla szeregu stacji internetowych działąjących w sieci Internet. Jej szef, pan Dworak, podpisuje dokument łamiący nawet zwykły kodeks karny, jakby nieświadom tego że każda osoba dotknięta jego treścią może pójść na prokuraturę, złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa i jeszcze wygrać w sądzie odszkodowanie za naruszenie jej praw podstawowych. Jak mniemam, odszkodowania za działania pana Jana zostaną wypłacone z pieniędzy podatników, a on sam może mieć problemy prawne- to on jest podpisany pod owym dokumentem.

    Pan Jan Dworak poinformował (Monitor Polski z dn. 27 grudnia 2012 r.) w swoim ogłoszeniu (Poz. 1014) z dnia 20 grudnia 2012 r. o możliwości uzyskania koncesji na rozpowszechnianie programu telewizyjnego o charakterze społeczno- religijnym. Jednocześnie zawarł w nim treści dyskryminujące nadawców ze względu na ich wyznanie:

    "Program będzie zawierał transmisje i relacje z nabożeństw i uroczystości religijnych, wydarzeń z życia Kościoła i społeczeństwa, edukował w zakresie historii i współczesności chrześcijaństwa w duchu nauczania Stolicy Apostolskiej i jedności z Episkopatem Polski".


    Ów fragment jednoznacznie dyskryminuje nadawców ze względu na wyznanie- mniemam że trudno mieć tu wątpliwości. Każdy dotknięty dyskryminacją może stwierdzić że naruszono jego prawa, złożyć stosowne zawiadomienie do prokuratury czy na policję, przeciwko panu Dworakowi i jego instytucji.

    A może się mylę? Czy sądownictwo w Polsce jeszcze działa? Dziwi jakaś pewność siebie tych osób. Chciałbym ze smutkiem przypomnieć że niemal wszyscy nadawcy z mniejszości wyznaniowych, dzięki działalności instytucji kierowanej przez pana Dworaka, działają w sieci Internet. Można naliczyć dziesiątki stacji telewizyjnych i radiowych, sądząc z ich popularności w mediach społecznościowych, mających więcej, tyle samo lub niewiele mniej fanów i zwolenników ile np. czołowy państwowy kanał telewizyjny TVP 1. Niektóre mają nawet ok. 930 tys. fanów (jak np. portal VICE).

    Wymienię kilka. Są to zarówno stacje rozrywkowe, wyznaniowe, muzyczne, jak i nawet telewizje  (radio "Chrześcijanin", młodzieżowa "Rastastacja", rodzimowiercze "RadioWid", żydowskie “Nagen Dawid” czy www.warsawjewishradio.pl). Do tego sieć wyznawców utrzymuje w mediach społecznościowych sieci prosumenckie- jako osoby prywatne nadają one poprzez media społecznościowe treści dla swoich współwyznawców, i liczba tych prosumentów, jednocześnie konsumujących przekaz mediów jak i go tworzących, idzie w dziesiątki tysięcy.

    Dyskryminacja na tle wyznaniowym okazuje się być smutnym i dramatycznym faktem. Jest mi przykro że pod owym dokumentem podpisała się osoba, która na publicznych debatach (pamiętam jedną w siedzibie "Krytyki Politycznej"), głosiła inne poglądy.

    O ile w Holandii każda znacząca mniejszość wyznaniowa i światopoglądowa ma przyznane pasma nadawcze, o tyle w Polsce sytuacja jest odwrotna- w oficjalnym eterze szerzej obecna jest tylko dominująca grupa wyznaniowa, inne wyznania nie mają przyznanych częstotliwości. System obecny w Holandii jest nazywany filarowym, i oparty jest na idei przyznawania pasm nadawczych w ilości odpowiadającej liczbie członków danej publicznej organizacji nadawczej. Organizacji takich działa dość wiele, reprezentują mniejszości wyznaniowe i światopoglądowe. Takie jak ateistów, katolików, protestantów, liberałów, buddystów, etc. (lista: http://en.wikipedia.org/wiki/Netherlands_Public_Broadcasting#Member_based )

    Wzywam do zaniechania dyskryminacji na tle wyznaniowym przez Pana Przewodniczącego Jana Dworaka. Jest to czyn zabroniony, zarówno przez Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej, jak i Kodeks Karny. Sądzę że Pan Jan Dworak nie ma prawa ograniczać praw i szans nadawców innych wyznań, a poszkodowanym grupom nadawców i wyznawców należą się stosowne odszkodowania wynikłe z ograniczenia ich praw i szans.

    Przypomnę stosowne zapisy z Konstytucji RP:
    Art. 32.
    Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
    Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

    A.Fularz 2013

    Czy uda sie przetrwać na polskim rynku?

    Kiedyś opublikowałem tekst, w którym dowodziłem że łatwo jest założyć ogólnopolską gazetę codzienną. Cofam te słowa, myliłem się, i sam wpadłem w pułapkę swojej własnej pewności siebie.

    Dziś jestem właścicielem gazety ogólnopolskiej z ponad 100 wydaniami lokalnymi. I co z tego, skor wydania te nie zarabiają nawet na koszty 100 domen, nie wspominając o kosztach serwerowni czy kosztach gaż dla autorów.

    Wydawnictwo które prowadzę nadal działa, ale jest cieniem dawnej świetności, gdy zatrudniało kadrę z tytułami doktorskimi, licznych dobrze płatnych pracowników mediów.

    Okazuje sie że w Polsce jezt miejsce tylko dla mediów ztabloidyzowanych, komercyjnych, zaś tradycyjna prasa sprzedaje się słabo. Porwanie się na stworzenie ogólnopolskiej gazet dziś oceniam jak porwanie się z motyką na słońce.

    To co z tego, że w bazie mamy prawie 50 tysięcy artykułów prasowych, skoro zarobki z ponad 2 milionów czytelników są tak nikłe że szkoda gadać. Reklamy moglibyśmy równie dobrze usunąc, dochód z nich jest aż tak niski.

    W przeszłości prowadziłem portal dzięki któremu udawało sienam dostawać na 1. stronę w Google News. Średnio dziennie mieliśmy nawet 70 tysięcy czytelników, ale także to nie wystarczało na pokrycie kosztów.

    Media to utopia. Dziwię się, jak działają w Polsce większe od naszego tytuły prasowe, skoro - rynek ten okazał się tak mizerny.

    Dziś- w moim wydawnictwie jest tylko gorzej. Gdy jeszcze "biznes" się kręcił, ubiegałem się o częstotliwośc na nadawanie naziemne, co pozwoliłoby ocalić tytuł na tak trudnym rynku.

    Nie wiem, co się stanie z moim wydawnictwem, bo nawet nowoczesne rozwiązania zajmują ogromnei wiele czasu by je wdrożyć. Nawet do 2-3 lat. Ostatnią pracę zespół programistów wykonuje dla nas już ponad rok. W informatyce to cała wieczność.

    Błędem okazało się korzystanie z dotacji unijnej. Koszty transakcyjne rozliczenia dotacji unijnej okazały się tak samo wysokie jak i sama dotacja, a do tego ryzyko było bardzo, bardzo wysokie. Większość pracy i tak musiałem wykonać w efekcie własnoręcznie.

    Zastanawiam się, co przyniesie przyszłość, i wydaje mi się że to nie będzie nic dobrego. W Internecie przetrwają tylko najsilniejsze firmy. Moje wydawnictwo, najstarsze w Polsce, mające 355-letnią tradycję na rynku, może zniknąć już wkrótce. Inne wydawnictwa rozwijają się na tym rynku, zmieniając się w stronę tabloidów. Wynajęci eksperci też to doradzali.

    Nie wiem, czy uda się nam przetrwać. Sam jestem ciekaw...

    opr. af 2015

    Media mają w Polsce... władzę refleksji

    Prowadzę media. Coraz trudniej jest wydobyć odpowiedź na jakiekolwiek pytania od polityków. Władza mediów- rzekomo mają one jakąś władzę kontrolną- jest fikcją, bo politycy nawet nie odpowiadają na zapytania z mediów. Nie udostępniają swoich adresów email publicznie, a jeśli nawet, to uzyskanie odpowiedzi wymaga zwykle wizyty w ich biurze. I to osobistej.

    Na 100 wysyłanych majli do samorządów, biur polityków, wraca procentowo coraz mniej odpowiedzi. Kiedyś uzyskiwaliśmy wskaźnik 20 % odpowiedzi, dziś jest to już tylko kilkanaście procent. W ogóle rzadkością są kompetentni politycy, którzy odpowiedzą w pełnych zdaniach na zadane pytania. Większość odpowiedzi jest krótka, lakoniczna, na odczepnego.

    Radni miejscy to najtrudniejsza grupa samorządowych polityków. Nie odpowiadają na pytania prasowe czy apele, uważają że nie muszą. Ich adresy email tylko bardzo rzadko są gdziekolwiek zamieszczane. Częśto- bardzo trudno się z nimi skontaktować, bo urzędy miejskie nie zamieszczają żadnych danych kontaktowych.

    Ciekaw jestem, jak sobie radzą z tym przeciętni obywatele, zwykli mieszkańcy, którzyby chcieli dotrzeć do radnych miejskich. Najczęściej nie jest to możliwe. Radni nie udostępniają żadnych możliwości skontaktowania się z nimi.

    W Polsce istnieje kilka ministerstw, zwłaszcza tych nowych, jak Ministerstwo Gospodarki Morskiej, które nie udostępniają danych kontaktowych. Nie można zadawać pytań prasowych, chyba że przez sieć społecznościową Facebook.

    Z częścią polityków, jeśli nie z większością, jedyny możliwy kontakt to sieć Facebook. Nie udostępniają swoich adresów email, telefonów etc. Nie sposób im wysłać nawet listu.

    Ponoić demokracja obejmuje także prawo do bycia wysłuchanym. Nie w Polsce, gdzie do większości polityków nijak nie trafimy. Zupełną fikcją są natomiast rzecznicy prasowi. Zwykle starają się spławiać natrętnych dziennikarzy, stanowią skuteczną tamę pomiędzy mediami a politykami - czy to centralnymi, czy to samorządowymi.

    W Polsce aż nie chce mi się prowadzić małej, niewielkiej agencji prasowej. Prowadzę ją hobbystycznie jako dodatek do serwisu informacyjnego. Jednak uzyskiwanie odpowiedzi z wielu polskich urzędów w ogóle nie jest możliwe.

    Dziwię się więc osobom, które zapewniają jakoby media miały jakąś władzę. To chyba władza... refleksji, bo na tyle można sobie pozwolić. Nie ma mowy o kontrolowaniu polityków, bo ci skutecznie odcięli do siebie dostęp, otoczywszy się rzecznikami, inspektorami, zastępcami, którzy skutecznie blokują próby przeprowadzenia wywiadu, bezpośredniej konfrontacji. Tylko bardzo rzadko udaje się przeprowadzić w polskich warunkach wywiad z jakimś politykiem.

    Pozwólmy skonać tzw. mediom publicznym w spokoju- nadszedł ich czas


    Tytułowe słowa nie są moimi słowami- napisała je redaktorka Ewa Wanat na łamach Medium Publicznego. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem, a także wieloma innymi, jakie  padły w tekście pani Ewy Wanat.

    "Nie ma w Polsce mediów publicznych i nigdy nie było. Zawsze były to media państwowe, rządowo-partyjnie-koalicyjne. Teraz będą jednopartyjne.  I przynajmniej nikt nas nie okłamuje jak dzieci, które nie rozumieją, co się dzieje"- tłumaczy kobieta.

    Wielu osobom trudno zrozumieć, że nie można mówić o mediach publicznych w Polsce. Te zawsze były upolitycznione, a teraz będą także upolitycznione, tylko że w inną stronę. Nie robi mi to wielkiej różnicy.

    Kilkakrotnie próbowałem zainteresować tzw. "polskie media publiczne"- na przykład losem kolei miejskiej w Zielonej Górze, którą niedawno zlikwidowano, czy też losem pasażerskiego portu lotniczego w Białymstoku, który zlikwidowano- czyniąc z Białegostoku największe miasto Unii Europejskiej bez czynnego portu pasażerskiego. Próbowałem zainteresować te media tematem naprawy połączenia kolejowego do portu lotniczego w Zielonej Górze, który stał się portem - widmo (czas dojazdu autobusem jest jednak dwukrotnie dłuższy niż czas dojazdu koleją pasażerską).

    Za każdym razem towarzyszył temu wielki zlew, i w ogóle foch. Nigdy żaden z tych tematów nie znalazł się na antenie. Ostatni raz media tzw. "publiczne" podjęły jakiś temat, który podesłałem, może z 10 lat temu. Obsługuję ponad 100 tytułów prasowych prowadząc małą agencję prasową, i wiem że na media tzw. "publiczne" nigdy nie można liczyć, a czas poświęcony na kontakt z tymi "mediami publicznymi" jest czasem- bezpowrotnie straconym.

    Z perspektywy mojej agencji prasowej nic się nie zmieni. Choćby i zlikwidowano w Polsce 100 % sieci kolejowej, media te nie nazwą rzeczy po imieniu (swego czasu próbowaliśmy je zainteresować tematem zlikwidowania połowy sieci kolejowej Polski). Choćby i zlikwidowano prawie wszystkie porty lotnicze, nic się nie zmieni (swego czasu te media nie opublikowały naszych doniesień o zlikwidowaniu ponad połowy pasażerskich portów lotniczych w Polsce).

    Z racji zainteresowań zawodowych (jestem z wykształcenia ekonomistą miast i regionów) dużo piszę o lokalnej gospodarce, o depopulacji polskiej prowincji, i przedstawiam zupełnie inny pogląd niż w przedstawiajacych "pozytywną narrację" mediach tzw. "publicznych". W Polsce, aby dotrzeć do widowni, korzysdtam tylko z sieci społecznościowych, mając wrażenie że poglądy które przedstawiam, są chyba przerażające dla obozu rządzącego tzw. "mediami publicznymi".

    Wielokrotnie byłem zapraszany i występowałem w różnych kanałach telewizyjnych jako ekspert, ale w tzw. "mediach publicznych" po raz ostatni wystąpiłem chyba kilkanaście lat temu, wypowiadając się na tematy infrastruktury i gospodarki regionalnej. Po tym okresie moje poglądy przestały pasować wydawcom tzw. "mediów publicznych".

    Pozwólmy tzw. "mediom publicznym" przejść kolejną metamorfozę. Zasługują na to. Nigdy nie były obrońcą wolności słowa, do tego stopnia że tylko raz - w ciągu ostatnich 10 lat- oglądałem program TVP- był to odcinek programu dokumentalnego "System 09" o polskiej transformacji ustrojowej. Wypowiadali się w nim polscy naukowcy, którzy, by móc osiągnąc karierę naukową ze swoimi nieprzychylnymi rządzącym poglądami, musieli wyjechać za granicę.

    Nie mam złudzeń, że lepiej nie będzie. Dla mnie jest bez znaczenia, jaki los spotka media tzw. "publiczne". Nie powinniśmy protestować, bo w obronie- ja się pytam- czego? Wśród młodych widzów media publiczne mają oglądalność na poziomie kanałów tematycznych, moje nieliczne fimy na Youtube miały o wiele więcej widzów i o wiele większy zasięg niż minutowa oglądalność mediów tzw. "publicznych" w interesującej mnie grupie docelowej młodego pokolenia.

    Powiedzmy sobie szczerze- media tzw. "publiczne" to w Polsce oferta dla osób starszych wiekiem, nie przedstawiająca zupełnie nic dla młodszego pokolenia. To nie jest brytyjskie BBC 1Xtra, gdzie można posłuchać muzyki młodego pokolenia. Tutaj dominuje przekaz do nie mojego pokolenia, nie mojej generacji. Jest mi zupełnie obojętne, co stanie się z mediami tzw. "publicznymi". Nigdy, w żaden sposób, one mi nie pomogły, nie wsparły żadnej inicjatywy którą wspierała moja redakcja, nigdy, w żaden sposób nie były pomocne i od dekady nie były zainteresowane niczym co promowaliśmy. Niech spotka ich los, na jaki zasłużyły.

    niedziela, 17 stycznia 2016

    Tłumaczenie się TVP, że robi "tanią" telewizję

    Konkretnie: by zdobyć każdy 1 proc. widzów TVP wydaje rocznie 12 mln złotych. Ten sam 1 proc. niemiecką ARD kosztuje – to nie żart! – 64 razy więcej (czyli 769 mln zł), BBC – 55 razy więcej (655 mln zł), niemiecką ZDF – 37 razy (442 mln zł). France Televisions musi w tym samym celu wydać 30 razy więcej od TVP (367 mln zł), hiszpańska RTVE – 17 razy (201 mln zł), a włoska RAI – 16 razy (191 mln zł). Ta różnica dotyczy jednak wcale nie tylko bogatych krajów Zachodu (choć skądinąd Niemcy nie są zamożniejsze od Polski aż 60 razy, a Anglia - 55 razy!). Wypracowanie 1 proc. udziałów w rynku telewizyjnym niebogatych Portugalczyków kosztuje bowiem czterokrotnie więcej, niż Telewizję Polską, Słowacy i Czesi muszą w ten sam wynik zainwestować około trzykrotnie więcej od nas środków, a półtora razy tyle – nawet zdecydowanie od nas biedniejsi Bułgarzy.

    Nie dziwi więc, że wg najnowszych danych Europejskiej Unii Nadawców, które szerzej wykorzystujemy w dołączonej prezentacji, roczna wartość finansowania publicznego przypadającego na jednego widza jest w Polsce najniższa - to wręcz drastycznie - z wszystkich krajów Unii. Wynosi ona 187 zł, podczas gdy w Szwajcarii – prawie 22 tys. zł, w Wielkiej Brytanii – ponad 7 tys. zł, w Niemczech – ponad 4 tys. zł, na Węgrzech – ponad 3,6 tys. zł, w Czechach – ponad 2,3 tys. zł, a nawet na Litwie i Łotwie – ponad 1,5 tys. zł. 

    środa, 13 stycznia 2016

    Witamy w epoce nowych mediów

    Raport (subiektywny) o stanie mediów

    Ciągłość społeczna jest zrywana przez rewolucje technologiczne. Stawiam hipotezę, że rewolucja technologiczna w sferze mediów spowodowała zerwanie wspólnoty społecznej i spowodowała wykształcenie się w Polsce szeregu różnych, odrębnych społeczeństw. W Polsce zawiodły media tkwiące w XX-wiecznej przednowoczesności, w wyniku czego wykształciło się kilka odrębnych społeczeństw, w których każde posiada odrębną kulturę, sztukę. W wyniku zaawansowania procesu narrowcastingu doszło do rozpadu czy zaniku wspólnotowości. Upolitycznienie, czy też "rotacyjna prywatyzacja" mediów publicznych spowodowały sytuację w której ogromne grupy społeczeństwa nie korzystają w ogóle z żadnych produktów mediów definiujących się jako publiczne. Doszło do rozpadu "Polskiego Razem", możliwe że nie dostrzeganego przez osoby śledzące np. media tabloidowe, w Polsce uważane za media głównonurtowe.
    Adam Fularz: "Rewolucja technologiczna w sferze mediów spowodowała zerwanie wspólnoty społecznej".
     
    Te słowa notuję podczas seminarium poświęconego rozwojowi kulturowemu Polaków. Dane statystyczne są wstrząsające. 12 % ludności kraju nie prowadzi nawet życia towarzyskiego. Indeks aktywności obywatelskiej, procent aktywnych i bardzo aktywnych obywatelsko, wynosi 13 %, i jest najniższy spośród 20 badanych krajów. Zaangażowanie w organizacjach społecznych jest 4-krotnie mniejsze niż w krajach-liderach i oczywiście najmniejsze w badanej grupie 20 krajów. Badania te przytoczono w pracy Henryka Domańskiego pt. "Europejskie społeczeństwa" komentującej wyniki Europejskiego Sondażu Społecznego.
    Następuje kulturowe "zamykanie się" w gettach odrębnych kultur. Wnioski spisane przez Pawła Śpiewaka po jednym z seminariów niedawnego Kongresu Obywatelskiego to: "Polska podzielona aż do trzewi. Na plemiona, na plemię narodowo-katolickie i drugie plemię, które trudno określić". Nastąpiła dekompozycja, widoczny jest brak wspólnych celów społecznych, pojawiła się antagonizacja poszczególnych grup.
    Już tylko interesy polityczne
    Mira Marody i Jacek Raciborski cytowani przez E. Bendyka przedstawiają rozpad tradycyjnego społeczeństwa, które w dzisiejszych czasach jest "posegmentowane, zamykające się jak amerykańscy Amisze w swoich enklawach". Socjolog Alain Touraine idzie dalej, i w opinii autora trafia w sedno. Oto wspólne społeczeństwo już nie istnieje. "Społeczne i polityczne instrumenty tworzenia społecznej całości utraciły na znaczeniu: związki zawodowe, kościoły, partie polityczne, klasy, a nawet rodzina przestały być kluczowymi punktami odniesienia dla budowania społecznej tożsamości jednostek. Najważniejszym źródłem podmiotowości staje się kultura" - argumentuje Touraine przytaczany przez Edwina Bendyka. To wokół niej zbudowały się nowe polskie społeczeństwa. Jesteśmy już krajem wielokulturowym. I wielu społeczeństw.
    Sam jestem czlonkiem jednego z mniejszych polskich społeczeństw, ot, małej, polskiej społeczności zbudowanej wokół jednej z kultur wielokulturowego współczesnego świata. Odważę się na postawienie tezy, że moja społeczność jako homogeniczna grupa nie mam nic wspólnego z innymi polskimi społeczeństwami. Grupy takie jak moja komunikują się prawie wyłącznie przez narrowcasting, o którym mowa jest w dalszej części tekstu. Co więc scala rozmaite zatomizowane społeczeństwa, albo - w wersji mniej radykalnej - segmenty zatomizowanego społeczeństwa? Otóż wg A. Touraine: już tylko wspólne państwo i jego instytucje.
    Dyktat dolnego i średniego rynku
    Debata publiczna w Polsce kształtowana jest niemal w całości przez media średniego i dolnego rynku. Jest to sytuacja nieznana w wyżej rozwiniętej gospodarczo części kontynentu. Zabójstwo w Łodzi kilka lat temu, które jego sprawca umotywował politycznie, tłumacząc to chęcią zabicia przywódcy partii opozycyjnej, z wysokim prawdopodobieństwem może być wynikiem złej działalności mediów w Polsce. Doniesienia dziennika "Rzeczpospolita" przeprowadzającego wywiady wśród znajomych ofiary sugerują uwikłanie mediów jako strony w konflikcie. Oto ich fragment:
    "Nie dawało się z nim rozmawiać na tematy polityczne. Unikaliśmy tego, bo od razu się zapalał" - mówi nam jeden z częstochowskich taksówkarzy. Inny dodaje, że C. notorycznie słuchał radia... - i tu pada nazwa uznawanej za radykalną stacji radiowej. Gdy rozmawiałem o tym zdarzeniu z osobami na treningu sportowym, jedna z osób biorących udział w dyskusji stwierdziła, że owa stacja radiowa oskarżała ową partię opozycyjną o zdradę ideałów, o oszustwo. Polityków tej partii określała publicznie mianem zdrajców. Czy w tym dyskursie, możliwe że kwalifikującym się jako mowa nienawiści, szukać motywacji zbrodni?
    Śmierć w łonie i sukcesy nowonarodzonych
    Ogromnym problemem polskiej gospodarki i polskiego społeczeństwa jest kondycja sektora mediów. Mówiąc o polskiej polityce, można użyć sformułowania "polityka z tabloidów", bez obaw o generalizowanie. Niemal wszystkie polskie media realizują bowiem model biznesowy tabloidu, w dwóch dominujących wariantach: tabloidu niskiego rynku (przykład: "Fakt", przykłady zagraniczne: "Bild") i tabloidu średniego rynku (przykład: "Gazeta Wyborcza", przykłady zagraniczne: "Daily Mail").
    Na rynku, poza częściowo "Rzeczpospolitą" o orientacji narodowo-konserwatywnej, brak jest prasy codziennej adresowanej do wysokiego rynku. Jest to ewenement europejskiego rynku wydawniczego. Nie słyszałem o drugim kraju równie mocno pozbawionym prasy codziennej, nie mającym niemal nic poza prasą tabloidową. Tymczasem na rynku wydawniczym znajduję świetnych pisarzy. Jednak wielu z nich niemal nigdy nie publikowało w papierowej prasie codziennej. Nie piszą tekstów tabloidowych, a rynku prasy wysokiego rynku w Polsce niemal nie ma.
    Przyczyną może być niska konkurencja na rynku, co utrudnia stosowanie innowacji, powoduje że dobrze sprzedaje się także prasa złej jakości. Wątpić można że jest to zawodność po stronie popytu. Raczej jest to zawodność po stronie podaży. Gdy odwiedzam spotkania z rozmaitymi ludźmi mediów, z redaktorami naczelnymi największych gazet średniego rynku, ci mają problemy nawet z określeniem jakiej ideologii jest obecna partia rządząca. Ich wiedza jest ograniczona, a orientacja we współczesnym świecie - przeciętna. Można mówić o braku kompetencji uniemożliwiającym wydawanie gazety dla rynku wysokiego.
    Papierowa prasa tradycyjna zaczyna zanikać, tymczasem w Polsce nawet nie zdążyła się wykształcić. Nie powstały także internetowe gazety codzienne rynku wysokiego. Przykłady odnoszących sukces mediów internetowych tego segmentu istnieją na świecie. Historią sukcesu na rynku mediów w segmencie rynku wysokiego i średniego jest"Huffington Post" stworzony przez autorkę Ariannę Huffington, mediaprzedsiębiorcę Kennetha Lerer'a, oraz siecioprzedsiębiorcę Jonaha Peretti'ego. HuffPost, jak skrótowo określa się to nowe medium, to platforma bloggerska około kilku tysięcy bloggerów. Miesięcznie na stronie umieszczanych jest milion komentarzy. Na platformie udzielają się także znani eksperci i naukowcy. Niedawno powstało kilka mutacji regionalnych tego popularnego medium.
    Koniec dawnego modelu
    Schyłek mediów papierowych jest ewidentny. Gazeta "The San Diego Union-Tribune", wyceniana w 2004 roku na miliard dolarów, została podczas niedawnej transakcji wyceniona na tysiąckrotnie mniej, będąc dodatkiem do transakcji zakupu jej nieruchomości. W Stanach Zjednoczonych kilkanaście wielkich tytułów codziennych zamknęło podwoje albo skurczyło wydania papierowe do dwóch, trzech tygodniowo.
    McClatchy Company, trzeci co do wielkości wydawca w USA, po wykupie drugiego co do wielkości wydawcy gazet, koncernu Knight-Ridder, stracił 98 % wartości swoich akcji. Firma ogłosiła program zwolnień i cięć płac kadry zarządzającej. Ceny jej akcji zmalały jeszcze bardziej, do tego stopnia że spółce groziło wydalenie z giełdy nowojorskiej, z racji zbyt niskiej ceny akcji, co przydarzyło się wielu innym wydawcom prasy. W Wielkiej Brytanii cięcia ogłosił nawet "The Independent".
    Nadawanie do wąskiej grupy, wąskonadawanie
    Wykształca się "narrowcasting"wąskonadawanie, nadawanie do wąskich grup odbiorców. Narrowcasting podciął klasyczną pozycję gazet, dzieląc "widownię masową" na szereg wyspecjalizowanych grup widzów skupionych wokół poszczególnych haseł i tematów. Efekt aglomeracji, korzyści skali gazet zanikają wraz z rozwojem fragmentacji wszystkich mediów. Fragmentacja to trend w którym duże organizacje medialne próbujące obsługiwać znaczne części ludności zostały zastąpione przez wielość, wręcz nadmiar małych, bardziej wyspecjalizowanych organizacji, często mających za cel informowanie tylko wąskich grup odbiorców.
    Przykładem wąskonadawania są tematyczne stacje telewizyjne, ale też coraz bardziej sprofilowane media, obsługujące nisze rynkowe. Bazują one na postmodernistycznym założeniu jakoby masowy widz nie istniał. Opierają się na marketingu niszowym. Sukces odniosły media określane jako "hiperlokalne" (hyperlocal), skupione ściśle na sprawach bardzo lokalnych.
    Nawet w polskich kręgach młodych elit klasyczne media strumieniowe zostały wyparte przez podcasting (po polsku musiałby być to neologizm podnadawanie). Podcasting jest częścią narrowcastingu (wąskonadawania), są to media ściśle skierowane na ogromną ilość nielicznych grup. Podcastami są nagrane didżejskie sety z muzyką graną podczas imprez, elektronicznie i bezpłatnie udostępniane jej fanom. Nawet jeśli w polskim wydaniu wyglądają niepozornie, ich siłą jest wielość. Twórcy: didżeje, MC's (nawijacze, toasterzy), prezenterzy radiowi; wszyscy oni sami udostępniają swoją twórczość w mediach, konkurując o odbiorców. Mniej popularni twórcy zmienili model biznesowy - twórczość często udostępniają bezpłatnie, walcząc o odbiorców. Monetaryzują dopiero na występach na żywo.
    Tort pocięty na milion
    Narrowcasting porozcinał widownię na coraz to mniejsze i mniejsze fragmenty. Rosnące znaczenie takich funkcji Internetu jak wyszukiwanie treści także zmieniło pierwotną funkcję gazet. Zamiast czytać materiały dla widowni ogólnej, czytelnicy poszukują treści konkretnych autorów, albo konkretnych haseł, co czyni zbiorczą funkcję gazet pozbawioną znaczenia. Co więcej, media społecznościowe sprawiły, że "czasopisma" współczesnej bohemy młodego pokolenia są szyte na miarę - ich agendę, tytuły, układają osoby z grona ich znajomych, dodając swoje wydarzenia, wklejając odnośniki do ich zdaniem interesujących tekstów. Czytelnicy, abonując mikroblogowe strumienie nowości od poszczególnych użytkowników sieci, tworzą media przycięte na ich (odbiorców) miarę. To już nie jest przyszłość - na tym ekstremalnie trudnym rynku w Polsce muszą konkurować wydawcy polskich czasopism internetowych dla awangardy.
    Spadająca rentowność
    Strumień finansowy z nowych mediów, takich jak dochody z reklam na stronach internetowych, są tylko ułamkiem wpływów jakie generowały poprzednie modele biznesowe z wpływów z prenumeraty czy rynku ogłoszeniowego. Musząc ograniczać koszty, wiele gazet zrezygnowało z newsroomów, zespołów njusowych, dziennikarzy. Zaczęły pisać o celebrytach, lajfstajlu (stylu życia), stały się też bardziej interaktywne.
    Wiele gazet w obliczu spadającego nakładu sprzedanego redukowało zespoły redakcje i kontent wydawniczy, powodując powstanie błędnego koła - pogarszająca się jakość powodowała dalszy spadek sprzedaży. W USA średnia marża operacyjna dla gazet wynosi 11 %. Lecz wielkość ta ciągle spada, i w wielu przypadkach jest niewystarczająca nawet na spłatę długów jakie liczne korporacje prasowe zaciągnęły w czasie lepszej koniunktury. O ile czytelnictwo prasy w USA spadało o 2 % rocznie, spadki nabrały tempa w końcu ostatniej dekady.
    W 2008 roku nastąpił 23 % spadek wpływów prasy z reklam. "The Columbia Journalism Review" w 2007 roku prorokował, że tradycyjna prasa może nie przetrwać ze strukturą kosztów o 50 % wyższą niż jej tańsi konkurenci internetowi. Problem prasy ma charakter pokoleniowy: w 2005 roku ok. 70 % starszych Amerykanów czytało prasę codziennie, a spośród młodych czyniło to tylko 20 %. Wpływy z ogłoszeń zabrały bezpłatne serwisy ogłoszeniowe, takie jak Craig's List w USA, albo Gratka.pl w Polsce.
    Korporacje prasowe wciąż ratują się dywersyfikacją. Pearson PLC, właściciel "Financial Times", zwiększył przychody w 2008 roku uciekając w inne rynki. The New York Times Company zawiesiła wypłatę dywidend oraz sprzedała i wyleasingowała z powrotem swoją siedzibę, by pozyskać gotówkę. Dług wydawcy "The New York Times'a" agencje ratingowe wyceniają jako papiery śmieciowe. W USA kondycja sektora mediów, mimo wszystko wciąż bez porównania lepsza niż w Polsce, wywołała narodową debatę, padły propozycje aktów prawnych dających możliwość restrukturyzacji wydawnictw do roli organizacji pozarządowych, co powodowało oszczędności podatkowe.
    Koncentracja mediów
    W Stanach Zjednoczonych koncentracja mediów doprowadziła do sytuacji w której większość rynku jest kontrolowana przez 5-6 wielkich korporacji. Krytycy koncentracji mediów wyróżnili kilka problemów. Uważają, że ultrasilne media powstałe w wyniku koncentracji na rynku są lojalne przede wszystkim wobec ich sponsorów, tzn. reklamodawców i rządu, niż wobec czytelników. Jeśli ledwie kilka podmiotów posiadanych przez elitę mediów kontroluje przekazy za pomocą fal, do 300 milionów amerykańskich odbiorców, to nazywanie tych fal mianem "publicznych częstotliwości" jest wedle krytyków nieporozumieniem.
    Zdrowa konkurencja na rynku jest nieobecna, co może prowadzić do niższej jakości, wyższych cen i braku innowacji. Krytycy zauważają że jeśli na danym rynku dominuje tylko jeden albo dwa podmioty, to różnorodność opinii nie zawsze bywa odwzorowywana. Ba, informacje które są szkodliwe dla interesów właścicieli mediów lub ich reklamodawców mogą nie dotrzeć do odbiorców. Istnieją rynkowe przykłady takich zachowań wydawców prasy cenzurujących teksty godzące w interesy rynkowe ich właścicieli bądź reklamodawców. Co więcej, cenzura obejmuje także dalsze aspekty życia. W USA odmawiano emisji reklam zlecanych przez aktywistów antywojennych, przez liberalne organizacje w rodzaju MoveOn.org, przez kościoły takie jak Zjednoczony Kościół Chrystusa (United Church of Christ).
    Automatyzacja mediów lokalnych sprawia że informacja o nagłym skażeniu, np. katastrofie pociągu z chemikaliami, jak w Minot, w Północnej Dakocie (USA) w roku 2002, może nie trafić do wiadomości publicznej odpowiednio szybko. Zautomatyzowane i zmonopolizowane stacje radiowe tego regionu nie poinformowały publiczności o zdarzeniu, ponieważ wszystkie one były własnością Clear Channel Communication i zasilane były zautomatyzowanymi feedami z centrali stacji w Teksasie. 1600 osób się zatruło, 1 zmarła.
    Krytycy znoszenia regulacji utrudniających fuzje mediów argumentują że w wyniku amalgamacji koncernów do oligopoli efektem będzie niedoinformowana publiczność. Będą oni mieli dostęp tylko do kurczącego się zakresu informacji które nie szkodzą wciąż rosnącej palecie interesów oligopoli medialnych. Wysuwane są obawy że rosnąca konsolidacja mediów może utrudnić dostęp lub cenzurować szeroki zakres myśli krytycznej. Media społecznościowe i obywatelskie pojawiające się w sieci Internet nie zastąpiły klasycznych mediów, nie mając środków na dogłębne raportowanie, na badania i analizy eksperckie.
    Ekonomistka mediów i kultury Gillian Doyle określiła szereg determinantów pluralizmu medialnego. Są to: wielkość i zamożność rynku, skłonność uczestników rynku do konsumpcji treści medialnych. Drugim determinantem jest różnorodność właścicieli podmiotów tworzących treści medialne. Im silniejsi są poszczególni z nich, tym większa jest potencjalna groźba dla pluralizmu. Kolejnym aspektem była konsolidacja zasobów. Media wieloproduktowe mogą osiągnąć znaczne korzyści skali produkując wiele produktów medialnych jednocześnie. Jednocześnie jako problematyczny przykład podaje się pozycje agencji prasowych, które często potrafią całkowicie zdominować rynek dostaw treści do mediów. Jeśli wszystkie informacje pochodzą z jednej agencji prasowej o dominującej pozycji, trudno o pluralizm.
    Pluralizm mediów lokalnych
    Niemniej, normą jest nadawanie kanałów telewizyjnych w ramach sieci, w których lokalne stacje telewizyjne są niezależne prawnie i własnościowo, korzystają jednak z programu sieci ogólnokrajowej który uzupełniają o własny kontent, na przykład programy i wiadomości lokalne. W USA na rynku telewizyjnym występuje na szeroka skalę proces usieciowienia, przy czym wiele sieci jedynie w kilku największych miastach posiada własne stacje lokalne, zwane O-O (owned & operated), reszta sieci oparta jest o niezależne stacje, tzw. afiliowane (affiliate), retransmitujące obcy program i uzupełniające go produkowaną lokalnie treścią. Nie mają one jednak żadnych prawnych zobowiązań do retransmitowania kogokolwiek. Stacje afiliowane często uzupełniają retransmitowany program o inne audycje zakupowane u innych dostawców w ramach syndykacji. W Stanach Zjednoczonych mówi się o "Wielkiej Czwórce" dużych sieci i sieciach mniejszych. Występuje nawet sytuacja w której retransmitowanych jest kilka sieci ogólnokrajowych, ale lokalny afiljant do wszystkich nich dokłada swoje własne pasma lokalne, te same dla wszystkich kanałów, z tymi samymi reklamami lokalnymi. Lecz działa on wówczas na marginesie prawa uniemożliwiającego koncentrację w mediach.
    Syndykacja
    Syndykacja to kolejny nieznany w Polsce termin, będący w krajach w których występuje, wynikiem prawa uniemożliwiającego oligopolizację rynku medialnego. W ramach syndykacji lokalne niezależne stacje zakupują prawa do rozmaitych audycji, które następnie retransmitują lub odtwarzają w swoich sieciach. W USA audycje syndykowane są przez lokalne niezależne stacje radiowe i telewizyjne. Większość krajów ma jednak scentralizowane rynki medialne. Syndykalizacja na nich nie występuje. Stacje albo zakupują program za gotówkę, włączając weń swoje reklamy, albo następuje rodzaj barteru. Przedmiotem barteru jest czas reklamowy w syndykalizowanych audycjach. Najpopularniejsze audycje syndykalizowane na rynku USA osiągają w ten sposób dostęp do 98 % całości rynku. Pokazuje to zakres syndykalizacji. Oprah Winfrey czy Jerry Springer Show to przykłady popularnych audycji syndykowanych.
    Afiljacja i syndykacja w Polsce
    Sytuacja amerykańska jest efektem ścisłego prawodawstwa zapobiegającego tworzeniu monopoli i oligopoli w sieciach nadawczych. W Kanadzie, gdzie te regulacje są luźniejsze, model stacji afiliowanych niemal nie występuje poza kilkoma wyjątkami. Większość stacji lokalnych została przejęta przez duże sieci. W Polsce model stacji afiliowanej nie występuje w ogóle, nawet w sieciach kablowych. Dla przykładu, lokalny kanał Telewizja Przewodowa Zielona Góra ostatnio zbankrutował po blisko dwóch dekadach na rynku, docierając jedynie do mniejszej części mieszkańców aglomeracji posiadających dostęp do płatnej sieci kablowej. Nie umożliwiono mu nadawania z lokalnego nadajnika telewizyjnego w mieście. W Polsce, afiliacja - standardowy model działalności nadawczej, szeroko rozpowszechniony np. w USA - została zabroniona. Zabroniono tworzenia pasm lokalnych także w stacjach radiowych. Rynek medialny uległ dalekoposuniętej koncentracji.
    Specyfika polskich mediów
    Z kształtu rynku mediów i z rodzajów prezentowanych treści wynikają dość wstrząsające konsekwencje dla systemu demokratycznego jako całości. Mediami można sterować kierunkiem polityki, czego próbuje dowodzić teoria układania agendy. Przedstawiając pewne problemy z większą uwagą, poświęcając im więcej czasu, można kształtować opinię publiczną i kontrolować bieg wydarzeń. Media z dobrze rozwiniętymi mediami zajmującymi się sprawami publicznymi to m.in. Wielka Brytania, RFN, kraje skandynawskie.
    W Polsce rynek mediów jest zdominowany przez treści komercyjne. Jest też podawany przez część krytyków jako przykład jednak rzadkich na rynku europejskim ścisłych powiązań rządu i głównych partii kontrolujących ten rynek z nadawcami. Jak scharakteryzował tą sytuację niezależny polityk kandydujący na urząd prezydenta stolicy kraju: "Media są totalnie nieobiektywne. Dzisiaj jest tak że każdy musi mieć swoją gazetę, swoje radio, swoją telewizję. Ktoś kiedyś zaczął i następni się spozycjonowali na zasadzie przeciwwagi. Nie ma kanału żeby wejść jeżeli ktoś ma ciekawy projekt. Wiadomo że Plaftorma mówi przez TVN i wiadomo ze to jest jej stacja. PiS mówi przez Gazetę Polską i Rzeczpospolitą, SLD mówi przez stacje lokalne..." (wypowiedź K. Munio notowana przez autora).
    Polski protekcjonizm i duopol
    Sztucznie ograniczono liczbę stacji telewizyjnych w eterze. Wiele krajów uznawanych za kraje III świata oferuje w technologii tradycyjnej kilkanaście kanałów ogólnokrajowych. Technologia cyfrowa, na którą np. Japonia przeszła już 30 lat temu, umożliwia nadawanie 4- do 16-krotnie więcej programów. Możliwość nadawania kilkudziesięciu stacji drogą cyfrową jest niewykorzystana albo otwarto dostęp do tego rynku jedynie dla dotychczasowego oligopolu.
    Tymczasem tą technologią możnaby nadawać ok. 120 najpopularniejszych polskich kanałów telewizyjnych.  Nowych podmiotów na zoligopolizowany rynek nie dopuszczono zbyt wiele, można je policzyć na palcach rąk. Mimo ogromnych możliwości technicznych nie udostępnia się wartościowych kanałów nawet w modelu "płać za oglądanie".
    Wyłączenie analogu
    Wyłączenie nadawania analogowego w 2006 roku zostało zakończone w Luksemburgu i Holandii, rok później w Finlandii, Andorze, Szwecji, Szwajcarii. W 2008 roku wyłączono wszystkie przekaźniki poza jednym który wyłączono rok później. Stany Zjednoczone wyłączyły nadajniki analogowe dużej mocy w czerwcu 2009 roku, pozostawiając działajace jeszcze nadajniki niskiej mocy. W 2009 roku transmisji analogowej zaprzestała Dania, Norwegia, wyspa Man, Belgia, Hiszpania. W 2010 roku swoje nadajniki analogowe wyłączyła Łotwa, Estonia i Chorwacja. Do końca roku nadawanie analogowe ma zakończyć Austria, w 2011 roku zakończy Cypr, Czechy, Francja, Grecja, Serbia. Węgry, Irlandia, Rumunia przewidziały ostateczny termin na rok 2012.
    Otarcie się o berluskonizm
    Mało kto pamięta że Polska już raz znalazła się pod medialnym wpływem włoskiego mediamagnata. Na polskim rynku we współpracy z Silvio Berlusconim aktywnie inwestował Nicola Grauso. W marcu 1993 roku ruszyła sieć 13 regionalnych stacji telewizyjnych, retransmitujących w modelu o&o (owned and operated) program "Polonia 1" uzupełniony o pasmo lokalne. Stacja nie otrzymała koncesji ogólnopolskiej ani koncesji lokalnych i w połowie lat 90-tych XX wieku musiała zamknąć nadające piracko stacje.
    We Włoszech Silvio Berlusconi, premier kraju, jest: największym udziałowcem gigantycznej i de facto jedynej bezpłatnej grupy telewizyjnej - Mediaset; największego wydawcy kraju - Mondadori; największej firmy reklamowej - Publitalia. Jeden z ogólnokrajowych dzienników - "Il Giornale" - jest własnością jego brata, inny, "Il Foglio" - jego żony. Stacje Berlusconiego są znane z szerokiego użycia showgirls, tzw. velina, stanowiących rdzeń kultury mediów Silvio Berlusconiego. Jak podaje czasopismo "Times", velinashowgirls, stanowią fundament na którym zbudował polityczną popularność swojego ruchu. W tygodniku "Times" pada stwierdzenie iż należące do Berlusconiego imperium Mediaset zaaplikowało Włochom terapię operami mydlanymi, piłką nożną i seksem.
    Gazeta "La Repubblica" podawała że 4 z pięciu Włochów nie czyta gazet codziennych, polegając na wiadomościach w telewizji. Jest to zgodne z międzynarodowymi tendencjami, ale jest też powodem obaw, ponieważ 85% dostawców wiadomości telewizyjnych we Włoszech jest kontrolowane lub we własności Silvio Berlusconiego, jak podaje czasopismo "Eureporter" poświęcone mediom. Czasopismo donosi że charakter jaki przybrała komunikacja medialna we Włoszech jest niespójny z modelem rządów demokratycznych. Ma więcej cech propagandy zwykle używanej w krajach rozwijających się albo stosowanej w przeszłości Europy.
    Forza Italia była strukturą nowego typu: bez biurokratycznych struktur, z liderami których Silvio Berlusconi kontrolował i dobierał na zasadzie kooptacji. Liderzy ci byli zależni od twórcy ruchu. Krytycy jednocześnie zgadzają się że rola i pozycja Berlusconiego są raczej symptomem stanu włoskiego społeczeństwa, głęboko podzielonego. Współczesne państwo włoskie jest silnie pogardzane przez część społeczeństwa. Jego obywatele częstokroć nie ufają organom swojego państwa.
    Powiązania rządu i mediów w Polsce
    W Polsce część komentatorów sugeruje podobny sojusz głównych mediów z rządem. Wg tej argumentacji, rząd finansowo wspiera nieliczne grupy medialne sztucznym ograniczeniem liczby konkurentów na tym rynku. W Polsce działa tylko niewiele naziemych ogólnopolskich stacji telewizyjnych mimo możliwości technicznych umożliwiających nadawanie kolejnych ponad stu w systemie naziemnej telewizji cyfrowej, którą zastąpiono sygnał analogowy w części Europy. Nie istnieją nawet lokalne stacje telewizyjne (affiliates) zorganizowane w sieci nadawców, co jest podstawowym modelem działalności stacji lokalnych na tym rynku. 
    Utrzymywanie oligopolu na rynku jest wielomiliardowym transferem finansowym dla chronionych podmiotów. Roczne wpływy z reklam wg cenników stacji otrzymujących protekcję gospodarczą wyniosły przed laty 2,8 miliarda PLN dla TVN i 2,7 miliarda dla Polsatu. W przypadku braku protekcji rządu i np. wprowadzenia konkurencji na rynek  wpływy te byłyby nawet ok. 10-cio do 50-krotnie niższe. W okresie dwóch ostatnich dekad sztucznie chroniąc rynek subwencjonowano dwie grupy medialne kwotą szacowaną przez autora na ok. 15 miliardów PLN.
    Media polityczne
    Polską specyfiką są media polityczne (tzw. "political media"). Ich historia wywodzi się z lat 90-tych. W początkach polskiej demokracji model prowadzenia działalności politycznej obejmował również kontrolę nad mediami. Autor spotkał się z poglądem że chcąc utrzymać wpływy polityczne, koncesje audiowizualne przyznawano bliskim stronnikom określonych ruchów politycznych. O karierze w mediach decydowało poparcie określonych grup politycznych, i to że te osoby często wygłaszały poglądy polityczne i podkreślały swój brak obiektywności i bezstronności. Ich praca często była postrzegana tak jakby byli częścią aparatu wykonawczego komunikacji parlamentarnej. Te same wrażenia ma się analizując dziś polską telewizję - są to głównie doniesienia z parlamentu lub od władzy wykonawczej. Liczne stacje przypominają właśnie aparat wykonawczy typowy dla mediów krajów o nierozwiniętej opinii publicznej.
    Powiązania towarzysko-biznesowe właścicieli czołowych mediów i liderów polskiej polityki są tajemnicą poliszynela warszawskich salonów - opowiadano mi jak w jednym z prywatnych koncernów medialnych tak promowano (tzw. "pompowano") jednego z polityków, że ten aż musiał interweniować, bojąc się że wyda się że jest silnie wspierany przez tą konkretną grupę medialną. Jednocześnie sami właściciele mediów tych związków się wypierają. "Czy któregoś z polityków znam dobrze? - Nie" - mówi Mariusz Walter w wywiadzie przeprowadzonym przez Czaterię portalu Interia w 2003 roku.
    Kultura pracoholików?
    Jednocześnie w wywiadzie padają szczegóły stylu życia managera. Wyjaśniają zapewne krytykom ultrakomercyjny charakter jego stacji, nie kojarzonej z kulturą, określanej przez wielu jako dość nieawangardowej kulturalnie, propagującej konsumpcjonistyczny styl życia. Manager mówi o sobie: "coraz chętniej siedzę w domu i ... oglądam dwa telewizory równolegle". "Mało ciekawy gość." "Ponieważ zaczynam pracę o 9, kończę o 20 niewiele mam czasu na życie towarzyskie. To jeden z moich błędów, które nie sposób odpracować. Uciekają jakieś fajne rozmowy, coraz rzadziej uczestniczę w tzw. wydarzeniach towarzyskich np.: premierach, pokazach ..."
    Następnie Mariusz Walter wylicza swoich przyjaciół - i są to same przyjaźnie zawodowe, co w zasadzie jest typowe u zwykle w polskiej wersji wyalienowanych społecznie osób na wyższych stopniach zarządczych; tajemnicą poliszynela jest że poświęcają dla pracy życie prywatne. Fragment ten pozwala chyba zakwalifikować ową osobę do kulturowo wyalienowanej społeczności, dość typowej dla zwykle pracoholicznych osób z warstw wyższych organów zarządczych, w polskim wydaniu często oziębłych towarzysko i kulturowo.
    Owe oskarżenia o związki polityczne mogą dotyczyć faktu przynależności do określonej grupy społecznej, która wbrew zarzutom o tworzenie jakichś "spisków" robi rzecz dokładnie przeciwną - jest z owej kultury wyłączona. Przyjaciele autora pracujący na wyższych szczeblach zarządczych donoszą o skali wyłączenia z życia kulturalnego i społecznego, autor osobiście zna ogromną liczbę podobnych przykładów. Pozycja zawodowa jest często okupiona wyrzeczeniem się ogromnej części aktywności społecznej i kulturowej.
    Drugi z polskich magnatów medialnych, Zygmunt Solorz-Żak, ma jedynie wykształcenie średnie techniczne. To może być także przyczyną radykalnie komercyjnego, nieawangardowego charakteru prowadzonych przez niego stacji, bardzo przeciętnych, nie wybijających się pozytywnie na tle polskiego rynku mediów. Obydwie czołowe postacie polskich mediów w czasach systemu totalitarnego, według dostępnych dokumentów, nie zapisały się chlubnie. Pracowały w aparacie władzy (np. w rządowej telewizji - jak M. Walter) lub współpracowały z ówczesnym aparatem władzy, jak druga z opisywanych osób. Z. Solorz-Żak bronił się twierdząc na łamach mediów, że był szantażowany.
    Nieelastyczna struktura
    Upolitycznienie mediów spowodowało wytworzenie się mocno archaicznej i nieelastycznej struktury paraliżującej kręgosłup wymiany informacji. Wejście nowych ruchów politycznych jest wielokrotnie droższe, trzeba bowiem zbudować jednocześnie strukturę medialną, często nieistniejącą w ogóle, jak media kierowane do rynku wysokiego. Uwagę opinii publicznej rzadko zajmują ważne tematy w rodzaju stanu gospodarki, rozpadu infrastruktury, upadku kultury, tragicznie niskiego poziomu edukacji, zaniku przestrzeni wspólnej, zniszczenia miast motoryzacją masową i błędnym zarządzaniem skomunalizowanymi nieruchomościami. Zapisy ustawowe o "swobodnym kształtowaniu się opinii publicznej" są martwe przy obecnej skali rozwoju mediów politycznych.
    Prawdopodobnie utrudnia to, jeśli nie umożliwia, przemiany polityczne - dostęp do mediów mają osoby z określonych grup politycznych. Tymczasem wg badań wciąż to telewizja jest głównym medium. Nowe media mają udział relatywnie niewielki w ilości czasu poświęcanego na media ogółem (choć równocześnie wg różnych danych od 2,3 do 8% społeczeństwa, w tym autor, nie korzysta z telewizji w ogóle).
    Kraj protekcjonizmu
    Polski rynek medialny cechuje ogromny protekcjonizm. Mimo istniejących możliwości technicznych nie przydziela się wszystkich możliwych częstotliwości. Nasycenie eteru stacjami jest diametralnie różne w woj. Lubuskim i w Warszawie, mimo niemal tych samych możliwości technicznych. Hoduje się rynek oligopolistyczny, zaś rządy zwykle reprezentują interesy konkretnych nadawców. Na poparcie tez o zmonopolizowaniu operowano przykładem zakodowania programów TVP na satelicie Astra. Dyskutanci zarzucali na forum internetowym skrajną nielogiczność tej decyzji, zaś inne osoby pisały o "agentach ITI i Polsatu" broniących swoich interesów gospodarczych.
    Media w Polsce to atrakcyjny rynek, a dzięki państwowej protekcji skutkującej niską konkurencją można utrzymywać niską jakość nadawanych programów, co jest także tanie. Poprawnie działająca telewizja publiczna podnosi standardy pracy dziennikarskiej i możliwe że jest nie na rękę właścicielom stacji konkurencyjnych. To właśnie politykom grupy medialne zawdzięczają koncesje na nadawanie, częstotliwości, oraz liczony w miliardach PLN majątek którego się dorobiły na mocno oligopolistycznym rynku. Dostępu nań bronią regulacje rządowe, sztuczne ograniczenie wykorzystania pasma. Dla nadawców nielegalnych, popularnych w szeregu krajów, przewidziano w Polsce (istotnie orzekane) sankcje: grzywny i kary więzienia.
    Media alternatywne
    Jak działa rynek medialny w krajach w których "nieposłusznych" rządowym sankcjom z reguły nie karze się? Rynek radiowy w wielu krajach jest de facto otwarty - kary za nadawanie pirackie nie są stosowane np. w Wielkiej Brytanii nadawca ryzykuje głównie jedynie utratą nadajnika (i ma zwykle kolejny w pogotowiu). Programy radiowe nadawane piracko mają zwykle charakter muzyczny, są tworzone przez lokalnych artystów czy didżejów młodego pokolenia. W Londynie nadają stacje które zakłócają pracę kontrolerów lotów. Były przypadki zabetonowywania nadajników w pomieszczeniach, przy czym drzwi dostępowe zamurowano, umieszczając w betonie kable pod napięciem (jedna ze stacji młodzieżowych oskarżana o zakłócanie pracy kontrolerów lotów). Do nadajnika umieszczonego z dala od studia nielegalnej stacji dane dostarcza się za pomocą mikrofal etc.
    Podejmowano próby legalizacji tych stacji radiowych, porządkowania eteru. Niektóre stacje ze statusu pirackiego przeszły na nadawanie legalne. Nawet stacje radiowe brytyjskich uniwersytetów ze światowej czołówki często nadają piracko, bez żadnego przydziału częstotliwości. Profile stacji mogą się wydawać kuriozalne: osiedlowa wąsko sprofilowana stacja muzyczna kierowana do wyznawców określonego światopoglądu/ wyznania, finansowana reklamami okolicznych punktów usługowych czy sklepów. Mimo adresowania rynków wydawałoby się marginalnych, mniejszości, są one mocno popularne.
    Albo np. stacja muzyczna emitująca tylko jeden z gatunków muzyki młodego pokolenia, finansowana na zasadzie chyba barteru reklamami imprez w lokalnych klubach muzycznych, w których muzykę grają twórcy danej stacji. Na reklamującej ich stacji zarabiają dopiero grając jako didżeje muzykę w klubie na żywo. Zasięg takich stacji to maksimum kilkaset tysięcy mieszkańców. Są to funkcjonujące mikropodmioty. Na szeroką skalę tego typu stacje funkcjonują w Wielkiej Brytanii (ok. 150 podmiotów), Hong Kongu, Irlandii, Serbii, na Węgrzech. W Londynie mówi się o klastrach pirackich stacji radiowych - pewne części miasta mają ich znacznie więcej niż pozostałe. Koszty działalności są minimalne - transmiter (nadajnik) kosztuje ok. 350 funtów brytyjskich.
    Sukces stacji pirackich
    W roku 2006 regulator brytyjskiego rynku audiowizualnego Ofcom zlecił badanie rynku w kilku częściach Londynu (dzielnice Hackney, Haringey i Lambeth), które wykazało, że 24% calej populacji powyżej 14 lat słuchało stacji pirackich. 37 procent uczniów i studentów i 41% wszystkich członków wspólnoty Afro-Karaibskiej słuchało tych stacji. Są to bardzo wysokie wskaźniki penetracji rynku. Wyróżniono trzy elementy decydujące o sukcesie tych stacji: promocja oddolnych talentów, skupienie się na gatunkach muzyki klasyfikowanej jako "urban music" (współczesna muzyka miejska), oraz skupienie się na mniejszościowych wspólnotach społecznych.
    Zgodnie z wynikami przeprowadzonych badań, zarówno słuchacze tych stacji jak i osoby je tworzące byli przekonani, że istniejące już na rynku podmioty komercyjne nie zaspokajają wszystkich gustów i oczekiwań widowni, i zawiodły w zaspokajaniu jej gustów. Radia pirackie postrzegano jako najlepsze miejsca do słuchania nowej muzyki, w szczególności muzyki miejskiej. Co więcej, stacje te doceniano za dostarczanie informacji i ogłoszeń dotyczących społeczności lokalnych, a także lokalnych przedsięwzięć i wydarzeń klubowych. Część stacji dawniej pirackich obecnie nadaje jako stacje licencjonowane. Wiele popularnych osobowości radiowych w Wielkiej Brytanii zaczynało swoją karierę w stacjach pirackich. To tam rozpoczęła się kariera gatunków reggae i soul w latach 70-tych.
    Sytuacja w Polsce
    W Polsce nastąpiła budząca trwogę koncentracja mediów. We Wrocławiu nastąpiła kontrowersyjna z punktu widzenia prawa antymonopolowego fuzja trzech gazet, "Słowo Polskie", "Wieczór Wrocławia" i "Gazety Wrocławskiej", wykupionych przez pojedynczy koncern, który złączył je w jeden tytuł. W ramach 4 wielkich koncernów działa 45 tabloidowych gazet codziennych oraz dodatków regionalnych (np. sieć 22 lokalnych dodatków do middle-market tabloidu koncernu Agora). Niezależne kapitałowo codzienne media drukowane kontrolują już tylko mniejsze fragmenty rynku. Spośród 4 koncernów, 3 są opisywane jako związane z konserwatywnym punktem widzenia. Można mówić o znacznie posuniętej oligopolizacji rynku prasy codziennej, w dodatku w dużej mierze przejętego przez podmioty zagraniczne.
    W Polsce nie do pomyślenia jest sytuacja, w której na rynku lokalnym ukazują się tytuły prasowe adresowane do wysokiego rynku, a szefem działu muzycznego w gazecie lokalnej jest osoba z doktoratem z muzykologii (casus bodajże Bonn). W Polsce działów muzycznych w lokalnej prasie w ogóle zresztą nie ma. Nieliczne wykształcone osoby chcące zaangażować się w sprawy publiczne zwykle trafiają na dziennikarzy mediów dolnego rynku. Jeśli istnieją media określane w Polsce jako media publiczne, to często są one upolitycznione. Jedyną formą komunikacji może w wielu przypadkach być blog. Jeśli w wyjątkowych przypadkach istnieją lokalne media inteligenckie, są one subwencjonowane przez lokalnych polityków, przez co zakres krytyki jest ograniczony, jak i niewielki jest ich zasięg - zwykle obejmujący lokalną elitę gospodarczą i społeczną.
    Autor miał sposobność zaangażować się w sprawę likwidacji jednego z systemów tramwajowych w Polsce. O likwidację systemu tramwaju walczyła tylko jedna gazeta - lokalna mutacja tabloidu średniego rynku koncernu Agora. W przeszłości to w jej redakcji zatrudniony był na stanowisku kierowniczym w dziale komputerowym obecny prezydent miasta Zielonej Góry. Torowisko nieużywanego szybkiego tramwaju - przedwojennej kolei miejskiej planowano zamienić na ciąg pieszo-rowerowy, co zresztą zrobiono.
    Jako ekonomista transportu chciałem zareagować krytycznie na owe plany, przedstawiając alternatywna propozycję i dowodząc, że rozbiórki torów poza Polską kontynuuje się jedynie w Rosji. Wysłałem kilkanaście listów, kilkakrotnie odwiedziłem osobiście ową redakcję, dokonałem prezentacji argumentów krytycznych podczas sesji rady miasta. Gazeta nie była zainteresowana publikacją jakiejkolwiek krytyki kontrowersyjnej decyzji likwidacji torowiska szybkiego tramwaju-kolei miejskiej, przez co stworzyła na swoich czytelnikach wrażenie że opinie krytycznie nie istniały.
    Mając wrażenie "lokalnego matrixu", mogłem z polityką wydawniczą owej redakcji polemizować jedynie na swoim blogu. Inne media były mediami dolnego rynku, i nie były zainteresowane tematem. Jedynie Gazeta Wyborcza napędzała temat demontażu torów kolei miejskiej/ szybkiego tramwaju. W demokratycznej części świata niewyobrażalna jest sytuacja na rynku medialnym, w której krytycy likwidacji miejskiego systemu transportu szynowego byliby całkowicie ocenzurowani, a o protestach specjalistów ludność nie usłyszałaby poprzez media.
    Sytuacja prasy internetowej poprawia się niekiedy. Portal Wirtualna Polska, ongiś zmarginalizowany, dziś syndykuje treść takich czasopism jak polska wersja socjalistyczno-centrowego "Le Monde Diplomatique", czy innych periodyków adresujących się do innego rynku. Pojawiają się tam też głosy ekonomistów. Nawet lokalne media potrafią syndykować teksty ekonomistów, jak np. gazeta internetowa w powiecie wołomińskim. Niemniej głos intelektualistów czy ludzi nauki w polskich mediach jest nikły - zresztą ekonomistów publicznie piszących można policzyć na palcach.
    Jakąś część intelektualistów o socjalistycznych, socjaldemokratycznych, socliberalnych bądź etatystycznych przekonaniach skupił internetowy portal czasopisma "Krytyka Polityczna". Autorom takim jak Tomasz Piątek trudno odmówić talentu np. w jego opisach slumsyfikacji śródmiescia Łodzi. Niemniej brakuje rozpoznawalnych tytułów dającym głos różnym środowiskom i opcjom politycznym. Jedno czy dwa takie media nie czyni wyłomu w murze mediów politycznych popierających zwykle konkretny ruch polityczny.
    Adam Fularz
    Wytłuszczenia tekstu pochodzą do redakcji portalu koszalin7.pl

    (Adam Fularz)Adam FULARZ, edukację odbył w RFN (European University Viadrina) i we Francji (Université de Metz). Studiował International Business Administration (Internationale Betriebswirtschaftslehre) oraz Sciences de Gestion. Praktykę zawodową odbył w Międzynarodowej Unii Kolei (International Union of Railways, Union Int. des Chemins de fer, Paris), gdzie pracował nad raportem o wpływie dyrketyw Unii Europejskiej na rynki kolejowe (Report in the impact of EU Directives in the Central and Eastern European Countries).

    Specjalizuje się w restrukturyzacji przedsiębiorstw kolejowych i posiada dorobek naukowy w tym zakresie. Pracę dyplomową (tytuł Maître des Sciences de Gestion) obronił na Université de Metz w 2002 roku. Tytułem pracy dyplomowej była aplikacja dyrektyw europejskich i konkurencyjność na kolejach w krajach Europy Środkowo- Wschodniej - tytuł oryginalny „L'application des Directives Européennes et la compétitivité des entreprises ferroviaires des Pays d’Europe Centrale et Occidentale (PECO)”. Kolejny dyplom (Dip. Kfm.) uzyskał na Uniwersytecie Europejskim Viadrina w 2005 roku pisząc pracę o mechanizmach konkurencji na kolejach.

    Adam Fularz mówi biegle po angielsku, niemiecku, francusku, nieco słabiej po hiszpańsku i rosyjsku. Jego hobby to dalekie podróże i gra na instrumentach perkusyjnych. Kawaler, wiek 36 lat. Aktualnie przebywa w Wielkiej Brytanii. Zajmuje się teorią regulacji rynków, zawodnością rynków, ekonomiką miejską i regionalną. Sam określa się, jako wolnorynkowiec, ekonomista szkoły ordoliberalnej, obyczajowy socliberał. Motto: „Uparcie odmawiają studiowania ekonomii i odrzucają miażdżącą krytykę programów socjalistycznych przez ekonomistów, gdyż w ich oczach ekonomia będąca teorią abstrakcyjną, jest zwykłym nonsensem” (L. von Mises, Mentalność antykapitalistyczna).

    Doniesienia