czwartek, 4 maja 2017

Kilka uwag o mediach w Polsce

W Polsce funkcjonuje nie ten model wymierzania sprawiedliwości, to już nie tamta epoka. Policja i wymiar sprawiedliwości w Polsce są archaicznymi organizacjami, są niezreformowanymi organami państwa totalitarnego, są organami nienadającymi się do funkcjonowania we współczesnych społecznościach. Represyjny model sprawiedliwości powodujący wzrost kosztów całkowitych winien być zastąpiony modelem sprawiedliwości naprawczej jako wydajniejszej nie tylko ekonomicznie, ale także i społecznie.

Urwana ciągłość społeczna
Ciągłość społeczna jest zrywana przez rewolucje technologiczne. Hipotezą niniejszej pracy jest twierdzenie jakoby rewolucja technologiczna w sferze mediów spowodowała zerwanie wspólnoty społecznej i spowodowała wykształcenie się w Polsce szeregu różnych, odrębnych społeczeństw. W opinii autora w Polsce zawiodły media tkwiące w XX-wiecznej przednowoczesności, w wyniku czego wykształciło się kilka odrębnych społeczeństw, w których każde posiada odrębną kulturę, sztukę. W wyniku zaawansowania procesu narrowcastingu doszło do rozpadu czy zaniku wspólnotowości. Upolitycznienie, czy też „rotacyjna prywatyzacja” mediów publicznych spowodowały sytuację w której ogromne grupy społeczeństwa nie korzystają w ogóle z żadnych produktów mediów definiujących się jako publiczne. Doszło do rozpadu „Polskiego Razem”, możliwe że nie dostrzeganego przez osoby śledzące np. media tabloidowe, w Polsce uważane za media głównonurtowe.

Powyższe słowa notuję na seminarium poświęconym rozwojowi kulturowemu Polaków. Dane statystyczne są wstrząsające. 12 % ludności kraju nie prowadzi nawet życia towarzyskiego. Indeks aktywności obywatelskiej, procent aktywnych i bardzo aktywnych obywatelsko, wynosi 13 %, i jest najniższy spośród 20 badanych krajów. Zaangażowanie w organizacjach społecznych jest 4-rokrotnie mniejsze niż w krajach -liderach i oczywiście najmniejsze w badanej grupie 20 krajów. Badania te przytoczono w pracy Henryka Domańskiego pt. "Europejskie społeczeństwa" komentującej wyniki Europejskiego Sondażu Społecznego.

Następuje kulturowe „zamykanie się” w gettach odrębnych kultur. Wnioski spisane przez Pawła Śpiewaka po jednym z seminariów niedawnego Kongresu Obywatelskiego to: „Polska podzielona aż do trzewi. Na plemiona, na plemię narodowo- katolickie i drugie plemię, które trudno określić.” Nastąpiła dekompozycja, widoczny jest brak wspólnych celów społecznych, pojawiła się antagonizacja poszczególnych grup.

Już tylko interesy polityczne
Mira Marody i Jacek Raciborski cytowani przez E. Bendyka przedstawiają rozpad tradycyjnego społeczeństwa, które w dzisiejszych czasach jest „posegmentowane, zamykające się jak amerykańscy Amisze w swoich enklawach”. Socjolog Alain Touraine idzie dalej, i w mojej opinii trafia w sedno. Oto wspólne społeczeństwo już nie istnieje. „Społeczne i polityczne instrumenty tworzenia społecznej całości utraciły na znaczeniu: związki zawodowe, kościoły, partie polityczne, klasy, a nawet rodzina przestały być kluczowymi punktami odniesienia dla budowania społecznej tożsamości jednostek. Najważniejszym źródłem podmiotowości staje się kultura”- argumentuje Touraine przytaczany przez Edwina Bendyka. To wokół niej zbudowały się nowe polskie społeczeństwa. Jesteśmy już krajem wielokulturowym. I wielu społeczeństw.

Mam przyjemność być członkiem jednego z mniejszych polskich społeczeństw, ot, małej, polskiej społeczności zbudowanej wokół jednej z kultur wielokulturowego współczesnego świata. Odważę się na tezę że jako homogeniczna grupa nie mamy nic wspólnego z innymi polskimi społeczeństwami, w tym ze społeczeństwem najbardziej konserwatywnym. Grupy takie jak moja komunikują się wyłącznie przez narrowcasting, o którym mowa jest w dalszej części tekstu. Co więc scala rozmaite społeczeństwa, albo, w wersji mniej radykalnej, segmenty społeczeństwa? Otóż: już tylko wspólne państwo i jego instytucje.

Dyktat dolnego i średniego rynku
Debata publiczna w Polsce kształtowana jest niemal w całości przez media średniego i dolnego rynku. Jest to sytuacja nieznana w wyżej rozwiniętej gospodarczo części kontynentu. Zabójstwo, które jego sprawca umotywował politycznie, tłumacząc to chęcią zabicia przywódcy partii opozycyjnej, z wysokim prawdopodobieństwem może być wynikiem złej działalności mediów w Polsce. Doniesienia dziennika „Rzeczpospolita” przeprowadzającego wywiady wśród znajomych ofiary sugerują uwikłanie mediów jako strony w konflikcie. Oto ich fragment:

„Nie dawało się z nim rozmawiać na tematy polityczne. Unikaliśmy tego, bo od razu się zapalał – mówi nam jeden z częstochowskich taksówkarzy. Inny dodaje, że C. notorycznie słuchał radia …..”

- i tu pada nazwa uznawanej za radykalną stacji radiowej. Gdy autor rozmawiał o owym zdarzeniu z osobami na treningu sportowym, jedna z osób biorących udział w dyskusji stwierdziła , że owa stacja radiowa oskarżała ową partię opozycyjna o zdradę ideałów, o oszustwo. Polityków tej partii określa mianem zdrajców. Czy w tym dyskursie szukać motywacji zbrodni?

Śmierć w łonie i sukcesy nowonarodzonych
Ogromnym problemem polskiej gospodarki i polskiego społeczeństwa jest kondycja sektora mediów. Mówiąc o polskiej polityce, można użyć sformułowania ”polityka z tabloidów”, bez obaw o generalizowanie. Niemal wszystkie polskie media realizują bowiem model biznesowy tabloidu, w dwóch dominujących wariantach: tabloidu niskiego rynku (przykład: „Fakt”, przykłady zagraniczne: „Bild”) i tabloidu średniego rynku (przykład: „Gazeta Wyborcza”, przykłady zagraniczne: „Daily Mail”).

Na rynku, poza częściowo „Rzeczpospolitą” o orientacji narodowo-konserwatywnej, brak jest prasy codziennej adresowanej do wysokiego rynku. Jest to ewenementem europejskiego rynku wydawniczego. Nie słyszałem o drugim kraju równie mocno pozbawionym prasy codziennej, nie mającym niemal nic poza prasą tabloidową. Tymczasem na rynku wydawniczym znajduję świetnych pisarzy. Sam też praktycznie nie robię nic innego jak piszę. Jednak niemal nigdy nie publikowałem w papierowej prasie codziennej. Nie piszę tekstów tabloidowych, a rynku prasy wysokiego rynku w Polsce niemal nie ma.

Przyczyną może być niska konkurencja na rynku, co utrudnia stosowanie innowacji, powoduje że sprzeda się także prasa złej jakości. Wątpię że jest to zawodność po stronie popytu. Raczej jest to zawodność po stronie podaży. Gdy odwiedzam spotkania z rozmaitymi ludźmi mediów, z redaktorami naczelnymi największych gazet średniego rynku, ci mają problemy nawet z określeniem jakiej ideologii jest obecna partia. Ich wiedza jest ograniczona, a orientacja we współczesnym świecie- przeciętna. Można mówić o braku kompetencji uniemożliwiającym wydawanie gazety dla intelektualistów.

Papierowa prasa tradycyjna zaczyna zanikać, tymczasem w Polsce nawet nie zdążyła się wykształcić. Nie powstały także internetowe gazety codzienne rynku wysokiego. Przykłady odnoszących sukces mediów internetowych tego segmentu istnieją na świecie. Historią sukcesu na rynku mediów w segmencie rynku wysokiego i średniego jest Huffington Post stworzony przez autorkę Ariannę Huffington, mediaprzedsiębiorcę Kennetha Lerer'a, oraz siecioprzedsiębiorcę Jonaha Peretti'ego. HuffPost, jak skrótowo określa się to nowe medium, to platforma bloggerska około kilku tysięcy bloggerów. Miesięcznie na stronie umieszczanych jest milion komentarzy. Na platformie udzielają się także znani eksperci i naukowcy. Niedawno powstało kilka mutacji regionalnych tego popularnego medium.

Koniec dawnego modelu
Schyłek mediów papierowych jest ewidentny. Gazeta The San Diego Union-Tribune, wyceniana w 2004 roku na miliard dolarów, została podczas niedawnej transakcji wyceniona na tysiąckrotnie mniej, będąc dodatkiem do transakcji zakupu jej nieruchomości. W Stanach Zjednoczonych kilkanaście wielkich tytułów codziennych zamknęło podwoje albo skurczyło wydania papierowe do dwóch-trzech tygodniowo.

McClatchy Company, trzeci co do wielkości wydawca w USA, po wykupie drugiego co do wielkości wydawcy gazet, koncernu Knight-Ridder, stracił 98 % wartości swoich akcji. Firma ogłosiła program zwolnień i cięć płac kadry zarządzającej. Ceny jej akcji zmalały jeszcze bardziej, do tego stopnia że spółce groziło wydalenie z giełdy nowojorskiej, z racji zbyt niskiej ceny akcji, co przydarzyło się wielu innym wydawcom prasy. W Wielkiej Brytanii cięcia ogłosił nawet „The Independent”.

Nadawanie do wąskiej grupy
Wykształca się „narrowcasting”, nadawanie do wąskich grup odbiorców. Narrowcasting podciął klasyczną pozycję gazet, dzieląc „widownię masową” na szereg wyspecjalizowanych grup widzów skupionych wokół poszczególnych haseł i tematów. Efekt aglomeracji, korzyści skali gazet zanikają wraz z rozwojem fragmentacji wszystkich mediów. Fragmentacja to trend w którym duże organizacje medialne próbujące obsługiwać znaczne części ludności zostały zastąpione przez wielość, wręcz nadmiar małych, bardziej wyspecjalizowanych organizacji, często mających za cel informowanie tylko wąskich grup odbiorców.

Przykładem tego są tematyczne stacje telewizyjne, ale też coraz bardziej sprofilowane media, obsługujące nisze rynkowe. Bazują one na postmodernistycznym założeniu jakoby masowy widz nie istniał. Opierają się na marketingu niszowym. Sukces odniosły media określane jako „hiperlokalne” (hyperlocal), skupione ściśle na sprawach bardzo lokalnych.

Nawet w polskich kręgach młodych elit klasyczne media strumieniowe zostały wyparte przez podcasting. Podcasting jest częścią narrowcastingu, są to media ściśle skierowane na ogromną ilość nielicznych grup. Podcastami są nagrane didżejskie sety z muzyka graną podczas imprez, elektronicznie i bezpłatnie udostępniane jej fanom. Nawet jeśli w polskim wydaniu wyglądaja niepozornie, ich siłą jest wielość. Twórcy: didżeje, MC's (nawijacze, toasterzy), prezenterzy radiowi; wszyscy oni sami udostępniają swoją twórczość w mediach, konkurując o odbiorców. Mniej popularni twórcy zmienili model biznesowy: twórczość często udostępniają bezpłatnie, walcząc o odbiorców. Monetaryzują dopiero na występach na żywo.

Tort pocięty na milion
Narrowcasting porozcinał widownię na coraz to mniejsze i mniejsze fragmenty. Rosnące znaczenie takich funkcji Internetu jak wyszukiwanie treści także zmieniło pierwotną funkcję gazet. Zamiast czytać materiały dla widowni ogólnej, czytelnicy poszukują treści konkretnych autorów, albo konkretnych haseł, co czyni zbiorczą funkcję gazet pozbawioną znaczenia. Co więcej, media społecznościowe sprawiły że „czasopisma” współczesnej bohemy młodego pokolenia są szyte na miarę- ich agendę, tytuły, układają osoby z grona ich znajomych, dodając swoje wydarzenia, wklejając odnośniki do ich zdaniem interesujących tekstów. Czytelnicy, abonując mikroblogowe strumienie nowości od poszczególnych użytkowników sieci, tworzą media docięte na ich, odbiorców, miarę. To już nie jest przyszłość- na tym ekstremalnie trudnym rynku w Polsce muszą konkurować wydawcy polskich czasopism internetowych dla awangardy.

Spadająca rentowność
Strumień finansowy z nowych mediów, takich jak dochody z reklam na stronach internetowych, są tylko ułamkiem wpływów jakie generowały poprzednie modele biznesowe z wpływów z prenumeraty czy rynku ogłoszeniowego. Musząc ograniczać koszty, wiele gazet zrezygnowało z newsroomów, zespołów njusowych, dziennikarzy. Zaczęły pisać o celebrytach, lajfstajlu (stylu życia), stały się też bardziej interaktywne.

Wiele gazet w obliczu spadającego nakładu sprzedanego redukowało zespoły redakcje i kontent wydawniczy, powodując powstanie błędnego koła- pogarszająca się jakość powodowała dalszy spadek sprzedaży. W USA średnia marża operacyjna dla gazet wynosi 11 %. Lecz wielkość ta ciągle spada, i w wielu przypadkach jest niewystarczająca nawet na spłatę długów jakie liczne korporacje prasowe zaciągnęły w czasie lepszej koniunktury. O ile czytelnictwo prasy w USA spadało o 2 % rocznie, spadki nabrały tempa w końcu ostatniej dekady.

W 2008 roku nastąpił 23- % spadek wpływów prasy z reklam. The Columbia Journalism Review w 2007 roku prorokował że tradycyjna prasa może nie przetrwać ze strukturą kosztów o 50 % wyższą niż jej tańsi konkurenci internetowi. Problem prasy ma charakter pokoleniowy: w 2005 roku ok . 70 % starszych Amerykanów czytało prasę codziennie, a spośród młodych czyniło to tylko 20 %. Wpływy z ogłoszeń zabrały bezpłatne serwisy ogłoszeniowe, takie jak Craig's List w USA, albo Gratka.pl w Polsce.

Korporacje prasowe wciąż ratują się dywersyfikacją. Pearson PLC, właściciel Financial Times, zwiększył przychody w 2008 roku uciekając w inne rynki. The New York Times Company zawiesiła wypłatę dywidend oraz sprzedała i wyleasingowała z powrotem swoją siedzibę, by pozyskać gotówkę. Dług wydawcy The New York Times'a agencje ratingowe wyceniają jako papiery śmieciowe. W USA kondycja sektora mediów, mimo wszystko wciąż bez porównania lepsza niż w Polsce, wywołała narodową debatę, padły propozycje aktów prawnych dających możliwość restrukturyzacji wydawnictw do roli organizacji pozarządowych, co powodowało oszczędności podatkowe.

Koncentracja mediów
W Stanach Zjednoczonych koncentracja mediów doprowadziła do sytuacji w której większość rynku jest kontrolowana przez 5 wielkich korporacji. Krytycy koncentracji mediów wyróżnili kilka problemów. Uważają, że ultrasilne media powstałe w wyniku koncentracji na rynku są lojalne przede wszystkim wobec ich sponsorów, tzn. reklamodawców i rządu, niż wobec czytelników. Jeśli ledwie kilka podmiotów posiadanych przez elitę mediów kontroluje emisje za pomocą fal, przekazy do 300 milionów amerykańskich odbiorców, to nazywanie tych fal mianem "publicznych częstotliwości" jest wedle krytyków nieporozumieniem.

Zdrowa konkurencja na rynku jest nieobecna, co może prowadzić do niższej jakości, wyższych cen i braku innowacji. Krytycy zauważają że jeśli na danym rynku dominuje tylko jeden albo dwa podmioty, to różnorodność opinii nie zawsze bywa odwzorowywana. Ba, informacje które są szkodliwe dla interesów właścicieli mediów lub ich reklamodawców mogą nie dotrzeć do odbiorców. Istnieją rynkowe przykłady takich zachowań wydawców prasy cenzurujących teksty godzące w interesy rynkowe ich właścicieli bądź reklamodawców. Co więcej, cenzura obejmuje także dalsze aspekty życia. W USA odmawiano emisji reklam zlecanych przez aktywistów antywojennych, przez liberalne organizacje w rodzaju MoveOn.org, przez kościoły takie jak Zjednoczony Kościół Chrystusa (United Church of Christ).

Krytycy znoszenia regulacji utrudniających fuzje mediów argumentują że w wyniku amalgamacji koncernów do oligopoli efektem będzie niedoinformowana publiczność. Będą oni mieli dostęp tylko do kurczącego się zakresu informacji które nie szkodzą wciąż rosnącej palecie interesów oligopoli medialnych. Wysuwane są obawy że rosnąca konsolidacja mediów może utrudnić dostęp lub cenzurować szeroki zakres myśli krytycznej. Media społecznościowe i obywatelskie pojawiające się w sieci Internet nie zastąpiły klasycznych mediów, nie mając środków na dogłębne raportowanie, na badania i analizy eksperckie.

Ekonomistka mediów i kultury Gillian Doyle określiła szereg determinantów pluralizmu medialnego. Są to: wielkość i zamożność rynku, skłonność uczestników rynku do konsumpcji treści medialnych. Drugim determinantem jest różnorodność właścicieli podmiotów tworzących treści medialne. Im silniejsi są poszczególni z nich, tym większa jest potencjalna groźba dla pluralizmu. Kolejnym aspektem była konsolidacja zasobów. Media wieloproduktowe mogą osiągnąć znaczne korzyści skali produkując wiele produktów medialnych jednocześnie. Jednocześnie jako problematyczny przykład podaje się pozycje agencji prasowych, które często potrafią całkowicie zdominować rynek dostaw treści do mediów. Jeśli wszystkie informacje pochodzą z jednej agencji prasowej o dominującej pozycji, trudno o pluralizm.

Pluralizm mediów lokalnych
Niemniej, normą jest nadawanie kanałów telewizyjnych w ramach sieci, w których lokalne stacje telewizyjne są niezależne prawnie i własnościowo, korzystają jednak z programu sieci ogólnokrajowej który uzupełniają o własny kontent, na przykład programy i wiadomości lokalne. W USA na rynku telewizyjnym występuje na szeroka skalę proces usieciowienia, przy czym wiele sieci jedynie w kilku największych miastach posiada własne stacje lokalne, zwane O-O (owned & operated), reszta sieci oparta jest o niezależne stacje, tzw. afiliowane (affiliate), retransmitujące obcy program i uzupełniające go produkowaną lokalnie treścią. Nie mają one jednak żadnych prawnych zobowiązań do retransmitowania kogokolwiek. Stacje afiliowane często uzupełniają retransmitowany program o inne audycje zakupowane u innych dostawców w ramach syndykacji. W Stanach zjednoczonych mówi się o „Wielkiej Czwórce” dużych sieci i sieciach mniejszych. Występuje nawet sytuacja w której retransmitowanych jest kilka sieci ogólnokrajowych, ale lokalny afiljant do wszystkich nich dokłada swoje własne pasma lokalne, te same dla wszystkich kanałów, z tymi samymi reklamami lokalnymi. Lecz działa on wówczas na marginesie prawa uniemożliwiającego koncentrację w mediach.

Syndykacja
Syndykacja to kolejny nieznany w Polsce termin, będący w krajach w których występuje, wynikiem prawa uniemożliwiającego oligopolizację rynku medialnego. W ramach syndykacji lokalne niezależne stacje zakupują prawa do rozmaitych audycji które następnie retransmitują lub odtwarzają w swoich sieciach. W USA audycje syndykowane są przez lokalne niezależne stacje radiowe i telewizyjne. Większość krajów ma jednak scentralizowane rynki medialne. Syndykalizacja na nich nie występuje. Stacje albo zakupują program za gotówkę, włączając weń swoje reklamy, albo następuje rodzaj barteru. Przedmiotem barteru jest czas reklamowy w syndykalizowanych audycjach. Najpopularniejsze audycje syndykalizowane na rynku USA osiągają w tren sposób dostęp do 98 % całości rynku. Pokazuje to zakres syndykalizacji. Oprah Winfrey czy Jerry Springer Show to przykłady popularnych audycji syndykowanych.

Sytuacja amerykańska jest efektem ścisłego prawodawstwa zapobiegającego tworzeniu monopoli i oligopoli w sieciach nadawczych. W Kanadzie, gdzie te regulacje są luźniejsze, model stacji afiliowanych niemal nie występuje poza kilkoma wyjątkami. Większość stacji lokalnych została przejęta przez duże sieci. W Polsce model stacji afiliowanej nie występuje w ogóle, nawet w sieciach kablowych. Dla przykładu, lokalny kanał Telewizja Przewodowa Zielona Góra zbankrutował po blisko dwóch dekadach na rynku, docierając jedynie do mniejszej części mieszkańców aglomeracji posiadających dostęp do płatnej sieci kablowej. Nie umożliwiono mu nadawania z lokalnego nadajnika telewizyjnego w mieście. W Polsce, z tego co pamiętam, nie śledząc jednak rynku, afiliacja, standardowy model działalności nadawczej, szeroko rozpowszechniony np. w USA, został zabroniony. Zabroniono tworzenia pasm lokalnych także w stacjach radiowych. Rynek medialny uległ dalekoposuniętej koncentracji.

Specyfika mediów quasi-partyjnych
W Polsce rynek mediów jest podawany przez krytyków jako przykład jednak rzadkich na rynku europejskim ścisłych powiązań rządu i głównych partii kontrolujących ten rynek z nadawcami. Jak scharakteryzował tą sytuację niezależny polityk: „Media są totalnie nieobiektywne. Dzisiaj jest tak że każdy musi mieć swoją gazetę, swoje radio, swoją telewizję. Ktoś kiedyś zaczął i następni się spozycjonowali na zasadzie przeciwwagi. Nie ma kanału żeby wejść jeżeli ktoś ma ciekawy projekt. Wiadomo że Plaftorma mówi przez TVN i wiadomo ze to jest jej stacja. PiS mówi przez Gazetę Polską i Rzeczpospolitą, SLD mówi przez stacje lokalne....”

Sztucznie ograniczono liczbę stacji telewizyjnych w eterze. Wiele krajów uznawanych za kraje III świata oferuje w technologii tradycyjnej kilkanaście kanałów ogólnokrajowych. Technologia cyfrowa, na którą np. Japonia przeszła już 30 lat temu, umożliwia nadawanie 4- do 16-krotnie więcej programów.
Możliwość nadawania kilkudziesięciu stacji droga cyfrową jest niewykorzystana albo otwarto dostęp do tego rynku jedynie dla dotychczasowego oligopolu. Tymczasem tą technologią można by nadawać 120 najpopularniejszych polskich kanałów telewizyjnych.

Polską specyfiką są silne media polityczne (tzw. „political media”). Ich potęga wywodzi się z lat 90-tych. W początkach polskiej demokracji model prowadzenia działalności politycznej obejmował również kontrolę nad mediami. Chcąc utrzymać wpływy polityczne, koncesje audiowizualne przyznawano bliskim stronnikom określonych ruchów politycznych. O karierze w mediach decydowało poparcie określonych grup politycznych, i to że te osoby często wygłaszały poglądy polityczne i podkreślały swój brak obiektywności i bezstronności. Ich praca często była postrzegana tak jakby byli częścią aparatu wykonawczego komunikacji parlamentarnej. Te same wrażenia ma się też włączając polską telewizję- są to głównie doniesienia z parlamentu lub od władzy wykonawczej, a stacje te przypominają właśnie aparat wykonawczy typowy dla mediów krajów o nierozwiniętej opinii publicznej.

Powiązania towarzysko- biznesowe właścicieli czołowych mediów i liderów polskiej polityki są tajemnicą poliszynela warszawskich salonów- opowiadano mi jak w jednym z prywatnych koncernów medialnych tak pompowano jednego z polityków, że ten aż musiał interweniować, bojąc się że wyda się że jest silnie wspierany przez tą konkretną grupę medialną. Opinia publiczna zdaje się nie istnieć. Rola niezależnego apolitycznego eksperta, udzielającego się najwyżej w radzie miejskiej, jest nader trudna do osiągnięcia, bo ekspertów się dość rzadko pyta.

Upolitycznienie mediów spowodowało wytworzenie się mocno archaicznej i nieelastycznej struktury paraliżującej kręgosłup wymiany informacji.Uwagę ogółu zdaje się że odciąga się od ważnych tematów w rodzaju stanu gospodarki, rozpadu infrastruktury, upadku kultury, tragicznie niskiego poziomu edukacji, zniszczenia miast motoryzacją masową, zanikiem przestrzeni wspólnej. Zapisy ustawowe o „wolnym kształtowaniu się opinii publicznej” są martwe. Utrudnia to, jeśli nie umożliwia, przemiany polityczne- dostęp do mediów mają osoby z określonych środowisk. Wciąż to jednak telewizji poświęcana jest większość czasu spędzana na media ogółem. Nowe media mają udział relatywnie niewielki w ilości czasu poświęcanego na media ogółem (choć równocześnie wg różnych danych od 2,3 do 8 % społeczeństwa, w tym autor, nie korzysta z telewizji w ogóle). Dziś w Polsce większość czasu poświęcanego na media spędzana jest nadal przed telewizorem- jak donoszą wyniki prowadzonych badań.

Kraj protekcjonizmu
Polski rynek medialny cechuje ogromny protekcjonizm. Mimo istniejących możliwości technicznych nie przydziela się wszystkich możliwych częstotliwości. Nasycenie eteru stacjami jest diametralnie różne w woj. Lubuskim i w Warszawie, mimo niemal tych samych możliwości technicznych. Hoduje się rynek oligopolistyczny, zaś rządy zwykle reprezentują interesy konkretnych nadawców. 

Media w Polsce to atrakcyjny rynek, a dzięki państwowej protekcji można utrzymywać niską jakość nadawanych programów, co jest także tanie. Poprawnie działająca telewizja publiczna jest nie na rękę przede wszystkim właścicielom stacji konkurencyjnych. To właśnie politykom grupy medialne zawdzięczają koncesje na nadawanie, częstotliwości, oraz liczony w miliardach PLN majątek którego się dorobiły na mocno oligopolistycznym rynku. Dostępu nań bronią regulacje rządowe, sztuczne ograniczenie wykorzystania pasma. Dla nieposłusznych przewidziano kary więzienia.

Media alternatywne
Jak działa rynek medialny w krajach w których „nieposłusznych” rządowym sankcjom z reguły nie karze się? Rynek radiowy w wielu krajach jest de facto otwarty- kary za nadawanie pirackie nie są stosowane np. w Wielkiej Brytanii- nadawca ryzykuje głównie jedynie utratą nadajnika (i ma zwykle kolejny w pogotowiu). Programy radiowe nadawane piracko mają zwykle charakter muzyczny, są tworzone przez lokalnych artystów czy didżejów młodego pokolenia. W Londynie nadają stacje które zakłócają pracę kontrolerów lotów. Były przypadki zabetonowywania nadajników w pomieszczeniach, przy czym drzwi dostępowe zamurowano, w betonie umieszczając kable pod napięciem (jedna ze stacji młodzieżowych oskarżana o zakłócanie pracy kontrolerów lotów). Do nadajnika umieszczonego z dala od studia nielegalnej stacji dane dostarcza się za pomocą mikrofal etc.

Podejmowano próby legalizacji tych stacji radiowych, porządkowania eteru. Niektóre stacje ze statusu pirackiego przeszły na nadawanie legalne. Nawet stacje radiowe brytyjskich uniwersytetów ze światowej czołówki często nadają piracko, bez żadnego przydziału częstotliwości. Profile stacji mogą się wydawać kuriozalne: osiedlowa wąsko sprofilowana stacja muzyczna kierowana do wyznawców określonego światopoglądu/ wyznania, finansowana reklamami okolicznych punktów usługowych czy sklepów. Mimo adresowania rynków wydawałoby się marginalnych, mniejszości, są one mocno popularne.

Albo np. stacja muzyczna emitująca tylko jeden z gatunków muzyki młodego pokolenia, finansowana na zasadzie chyba barteru reklamami imprez w lokalnych klubach muzycznych, w których muzykę grają twórcy danej stacji. Na reklamującej ich stacji zarabiają dopiero grając jako didżeje muzykę w klubie na żywo. Zasięg takich stacji to maksimum kilkaset tysięcy mieszkańców. Są to funkcjonujące mikropodmioty. Na szeroką skalę tego typu stacje funkcjonują w Wielkiej Brytanii (ok. 150 podmiotów), Hong Kongu, Irlandii, Serbii, na Węgrzech. W Londynie mówi się o klastrach pirackich stacji radiowych- pewne części miasta mają ich znacznie więcej niż pozostałe. Koszty działalności są minimalne- transmiter (nadajnik) kosztuje ok. 350 funtów brytyjskich.

Sukces stacji pirackich
W roku 2006 regulator brytyjskiego rynku audiowizualnego Ofcom zlecił badanie rynku w kilku częściach Londynu (dzielnice Hackney, Haringey i Lambeth), które wykazało że 24 % calej populacji powyżej 14 lat słuchało stacji pirackich. 37 procent uczniów i studentów i 41 % wszystkich członków wspólnoty Afro-Karaibskiej słuchało tych stacji. Są to bardzo wysokie wskaźniki penetracji rynku. Wyróżniono trzy elementy decydujące o sukcesie tych stacji: promocja oddolnych talentów, skupienie się na gatunkach muzyki klasyfikowanej jako „urban music” (współczesna muzyka miejska), oraz skupienie się na mniejszościowych wspólnotach społecznych.

Zgodnie z wynikami przeprowadzonych badań, zarówno słuchacze tych stacji jak i osoby je tworzące byli przekonani że istniejące już na rynku podmioty komercyjne nie zaspokajają wszystkich gustów i oczekiwań widowni, i zawiodły w zaspokajaniu jej gustów. Radia pirackie postrzegano jako najlepsze miejsca do słuchania nowej muzyki, w szczególności muzyki miejskiej. Co więcej, stacje te doceniano za dostarczanie informacji i ogłoszeń dotyczących społeczności lokalnych, a także lokalnych przedsięwzięć i wydarzeń klubowych. Część stacji dawniej pirackich obecnie nadaje jako stacje licencjonowane. Wiele popularnych osobowości radiowych w Wielkiej Brytanii zaczynało swoją karierę w stacjach pirackich. To tam rozpoczęła się kariera gatunków reggae i soul w latach 70-tych.

Sytuacja w Polsce
W Polsce nastąpiła budząca trwogę koncentracja mediów. We Wrocławiu nastąpiła kontrowersyjna z punktu widzenia prawa antymonopolowego fuzja trzech gazet, „Słowo Polskie", "Wieczór Wrocławia" i „Gazety Wrocławskiej”, wykupionych przez pojedynczy koncern, który złączył je w jeden tytuł. W ramach 4 wielkich koncernów działa 45 tabloidowych gazet codziennych oraz dodatków regionalnych (np. siec 22 lokalnych dodatków koncernu Agora). Niezależne kapitałowo codzienne media drukowane kontrolują już tylko mniejsze fragmenty rynku. Spośród 4 koncernów, 3 są opisywane jako związane z konserwatywnym punktem widzenia. Można mówić o znacznie posuniętej oligopolizacji rynku.

Nie do pomyślenia jest sytuacja w której na rynku lokalnym ukazują się tytuły prasowe adresowane do wysokiego rynku, a szefem działu muzycznego w gazecie lokalnej jest osoba z doktoratem z muzykologii (casus bodajże Bonn). Nieliczne wykształcone osoby chcące zaangażować się w sprawy publiczne zwykle trafiają na dziennikarzy mediów dolnego rynku. Jeśli istnieją media określane w Polsce jako publiczne, to często są one upolitycznione. Jedyną formą komunikacji może w wielu przypadkach być blog. Jeśli w wyjątkowych przypadkach istnieją lokalne media inteligenckie, są one subwencjonowane przez lokalnych polityków, przez co zakres krytyki jest ograniczony, jak i niewielki jest ich zasięg- zwykle obejmujący lokalną elitę gospodarczą i społeczną.

Sytuacja prasy internetowej poprawia się niekiedy. Portal Wirtualna Polska, ongiś zmarginalizowany, dziś syndykuje treść takich czasopism jak polska wersja socjalistyczno-centrowego Le Monde Diplomatique, czy innych periodyków adresujących się do innego rynku. Pojawiają się tam też głosy ekonomistów. Nawet lokalne media potrafią syndykować teksty ekonomistów, jak np. gazeta internetowa w powiecie wołomińskim. Niemniej głos intelektualistów czy ludzi nauki w polskich mediach jest nikły. Jakąś część intelektualistów o socjalistycznych, socjaldemokratycznych, socliberalnych bądź etatystycznych przekonaniach skupił internetowy portal czasopisma „Krytyka Polityczna”. Autorom takim jak Tomasz Piątek trudno odmówić talentu i szczerości np. w ich opisach slumsyfikacji śródmiescia Łodzi (choć zdaniem autora brakuje im wiedzy ekonomicznej). Niemniej brakuje rozpoznawalnych tytułów dającym głos różnym środowiskom i opcjom politycznym. Jedno czy dwa takie media nie czyni wyłomu w murze mediów politycznych popierających zwykle konkretny ruch polityczny.

Upadek dziennikarstwa śledczego
Z powodu zmian na rynku wydawniczym nie przeprowadza się już dziennikarstwa śledczego, nie dowiemy się więc kulisów wielu spraw. Dziennikarstwo śledcze jest najbardziej kosztowne i obarczone sporym ryzykiem. Ryzyko inwestycyjne pojawia się jako że włożone inwestycje- płatny czas pracy dziennikarzy może nie przynieść rezultatów w postaci przyciągających reklamodawców popularnych publikacji prasowych. Wiele redakcji na świecie zwykle zrezygnowało już z tej formy działalności biznesowej. W USA pojawiły się fundacje próbujące poprzez pozyskiwanie sponsorów kontynuować ta pracę. W Polsce jest ona dodatkowo niebezpieczna- zdarzały się zabójstwa dziennikarzy, niewyjaśnione po dziś dzień.

Upadek mediów dla dzieci
Kolejną grupą wykluczona są dzieci- one nie mają polskich mediów niezależnych- także dlatego że programy do nich kierowane nie mogą być finansowane reklamami. Ich kultura budowana jest w oparciu o tłumaczone zagraniczne bajki. Są już to inne bajki niż te, które oferowano w młodości naszym pokoleniom. Polski dorobek w dziedzinie programów dla dzieci – te „Koziołki Matołki”, „Smoki Wawelskie” nie są już oferowane. Małe dzieci mogą już nie usłyszeć o Buce, najpopularniejszej postaci w sieci społecznościowej Facebook, ponurej bohaterce bajki odwzorowującej postacie szwedzkiej inteligenckiej rodziny jej autorki, Tove Jansson. Postacie bajki są wzorowane na szwedzko- fińskiej bohemie artystycznej, będącej członkami rodziny autorki. Niektóre postacie są parodią świata nauki, jak na przykład Tata Muminka zajmujący się badaniami hatifnatologicznymi. Nasze dzieci tego mogą już nie otrzymać.

Koluzja, cicha umowa?
„Dobranocka” o 19-tej to kolejny anachronizm pełnej natręctw archaicznej telewizji rządowej. Jak wskazuje przepytywany przeze mnie członek rady programowej jednej z anten regionalnych, jest to już ostatni fragment oferty kierowanej do „przyszłości kraju”. Telewizja publiczna w Polsce jest w swojej obecnej formie anachronizmem, orientującym swój główny rynek na nieposiadających innych kanałów telewizyjnych mieszkańcach polskiej prowincji. To o obronę zacofania medialnego chodzi polskim lobbistom krążącym bezustannie wobec wszystkich polityków decydujących o mediach. Już jedną ogromną aferę korupcyjną w tej sprawie przeżyliśmy, co pokazuje skalę interesów. Rynek mediów w Polskich regionach to wciąż duopol lub oligopol, co przecież jest bardzo dochodowe dla niektórych koncernów. Opóźnienia z otwarciem polskiego rynku telewizyjnego dla 100 nowych nadawców można tłumaczyć także skutecznością lobbingową dotychczasowych beneficjentów na przykład duopolu.

Kanały cyfrowe ongiś kodowane dziś coraz bardziej przechodzą na model otwarty, finansowany z reklam. W Polsce zaś ogromna rzesza ludności ma dostęp do mediów kontrolowanych przez rządzące partie plus kilka grup kapitałowych. Otwarty rynek medialny jaki możliwy jest w cyfrowej telewizji naziemnej próbuje się zastąpić oligopolem, w którym dotychczasowi oligopoliści w miejsce jednego kanału będą nadawali kilka tematycznych. Świat polityki wydaje się być rządzony interesami państwowo-prywatnych grup medialnych. Brak obiektywności mediów może też być wywołany koluzją, cichym porozumieniem mediów i polityków, by w zamian za blokowanie rynku medialnego dla konkurencji realizować określone interesy grup władzy.

Kryzys mediów mniejszości wyznaniowych
Bardzo ubogie są rynki rozgłośni dla poszczególnych wyznań. Stacje, które w Wielkiej Brytanii mogą się nawet na niewielkich rynkach utrzymać jako stacje pirackie, w Polsce z racji restykcyjnych przepisów nie mogą nadawać piracko. Nadawanie legalne małych stacji jest trudne. Istnieją co prawda całkowicie niszowe i niezależne stacje społeczne, jak np. Radio Armii Krajowej „Jutrzenka” nadawane z mieszkania, ale rozpoczęły one działalność w innych czasach. Dziś

Media mniejszych grup wyznaniowych nie istnieją, albo są nieznane, istniejąc jedynie w sieci i nie mając możliwości chociażby poinformowania o swojej egzystencji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Doniesienia